czwartek, 26 czerwca 2014

Ministerstwo degradacji kultury i wypaczenia dziedzictwa narodowego

Nagi mężczyzna ocierający się genitaliami o zabytkową figurę Jezusa Ukrzyżowanego, pornograficzna "interpretacja" Męki Chrystusowej, przygnieciony meteorytem Ojciec Święty, wypchany koń z napisem „INRI” na tabliczce przybitej do korpusu zwierzęcia, pedalska „tęcza” na Placu Zbawiciela, czy pełne zboczonych treści widowiska teatralne – to tylko niektóre z przykładów pseudosztuki, którą każdy Polak zobowiązany jest finansować!

Budzące liczne protesty, obrazoburcze widowisko „Golgota Picnic” w reż. Rodrigo Garcíi, które - ocierając się o pornografię - szydzi z Męki i Śmierci Chrystusa, po raz kolejny pokazuje, że twór, jakim jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinien być raz na zawsze zlikwidowany.
 
Chociaż w Poznaniu odwołano bluźnierczy pokaz z obawy przed gniewem „niebezpiecznych” chrześcijan, państwowe teatry – m.in. w Bydgoszczy, Warszawie, Wrocławiu i Krakowie – za nasze pieniądze postanowiły przygarnąć niechciane przez Polaków bezeceństwo. Co gorsza, zdecydowano o rozdaniu na nie darmowych wejściówek, a więc każdy z nas de facto płaci za profanację, jaką żądni szydzenia z Chrystusa zboczeńcy obejrzą sobie za friko.
 
Ministerstwo, które z góry wytycza, co jest kulturą, a co na jej miano nie zasługuje, jest więc urzędem nie tylko niepotrzebnym i szkodliwym, ale przede wszystkim naruszającym naszą wolność! Nie ma nic wspólnego z kulturą – prawdziwa sztuka od zawsze potrafiła bronić się sama; ani z dziedzictwem narodowym – które od początku było przecież tożsame z Kościołem katolickim. Liczne przykłady dowodzą, że instytucja ta, wbrew przywłaszczonej sobie nazwie – ma za zadanie kulturę zniszczyć, a dziedzictwo narodowe wypaczyć. 
 
W kraju na Wisłą takich niechlubnych przykładów mamy zatem aż nadto. Jednym z nich jest ubiegłoroczna wystawa „British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś” prezentowana w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej. Portal Prawy.pl jako pierwszy poinformował wówczas o skandalicznym eksponacie tej wystawy, którym był wyświetlany obraz w reż. Jacka Markiewicza „Adoracja” (na stronach ministerstwa kultury „dzieło” to określono jako „Adoracja Chrystusa”). Na filmie nagi mężczyzna ociera się genitaliami o figurę Jezusa przybitego do krzyża. Molestowany przez „artystę” krucyfiks jest średniowiecznym zabytkiem i pochodzi ze zbiorów Muzeum Narodowego. 
 
Kiedy Polskę obiegła wiadomość o profanacji za nasze pieniądze, natychmiast podjęto liczne akcje protestacyjne, z modlitewnymi włącznie. W sali Zamku Ujazdowskiego, w którym mieści się CSW, i gdzie doszło do obrazy naszego Zbawiciela, w listopadzie ub. r. rozpoczęto Krucjatę Różańcową w Obronie Jezusa. Uczestniczył w niej m.in. reżyser Grzegorz Braun, który – co zastanawiające – w ostatnich dniach za udział w modlitwie, a więc po przeszło pół roku, został wezwany na policję, gdzie przesłuchano go w charakterze świadka.
 
Reżyser wielokrotnie wykazywał bezzasadność utrzymywania instytucji takich jak Ministerstwo Kultury. - Ten urząd to młot na „katoli” - przypomniał 17 czerwca, podczas zorganizowanej przez Krucjatę Młodych pikiety przed Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Manifestacja była wyrazem sprzeciwu wobec finansowania bluźnierstw przez wspomniany resort. Jej organizatorzy i uczestnicy domagali się wycofania dotacji dla Malta Festival, na którym planowano zaprezentować „Golgota Picnic”. 
 
Grzegorz Braun podkreślał przed gmachem ministerstwa, że problemem jest nie tylko to jedno przedstawienie, ale sama egzystencja urzędu, który sponsoruje tego typu przedsięwzięcia. Niezależny reżyser filmów dokumentalnych, w wywiadzie udzielonym portalowi PCh24.pl dodał, że nie chodzi tutaj o sprzeciw wobec swobody twórczości artystycznej, lecz o swobodę sięgania do kieszeni – celem finansowania działalności, której katolik ze spokojnym sumieniem aprobować nie może. „Chodzi o „klauzulę sumienia” w kulturze - tj. dobre prawo każdego do nieuczestniczenia, także za pośrednictwem aparatu mojego państwa czy mojej gminy, w przedsięwzięciach, które nie mając nic wspólnego z dobrem wspólnym (jak bezpieczeństwo publiczne), a mnie akurat osobiście zdają się najczęściej również śmiertelnie nudne” - wyjaśnił Braun.
 
Ze świętości i katolickich wartości drwią za nasze pieniądze na okrągło. Choć Polacy protestują, głos sprzeciwu wciąż jest zbyt słaby, a ci, którzy robią to w sposób zdecydowany, nierzadko kończą na ławie oskarżonych. Przygodą z wymiarem sprawiedliwości (?) jest właśnie doświadczany były poseł Witold Tomczak, który w 2000 roku zaprotestował wobec obrażania Ojca Świętego. Przypomnijmy, czternaście lat temu Tomczak stanął w obronie godności Jana Pawła II znieważonego w Galerii Narodowej Zachęta. W ekspozycji finansowanej z naszych podatków zainstalowano rzeźbę przedstawiającą papieża Polaka przygniecionego meteorytem. 
 
Ówczesny poseł Porozumienia Polskiego usunął w galerii Zachęta z instalacji „La Nona Ora” („Dziewiąta godzina”) 60-kilogramowy głaz, symbolizujący meteoryt przygniatający postać papieża. Uczynił to po bezskutecznych, wcześniejszych interwencjach parlamentarnych. Polska prokuratura po wieloletnim śledztwie uznała Tomczaka - obrońcę godności Ojca Świętego - za wandala, i skierowała akt oskarżenia do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. Od 11 lutego 2013 r. toczy się proces, w którym Tomczak występuje w charakterze oskarżonego o zniszczenie rzeźby obrażającej św. Jana Pawła II. Grozi mu za to kara do 5 lat pozbawienia wolności oraz zapłata odszkodowania w wysokości 40 tys. złotych. 
 
W rozmowie z Prawy.pl Witold Tomczak wraził ubolewanie, że taki proces w ogóle ma miejsce w Ojczyźnie Jana Pawła II. Dziwi też bierność Polaków i środowisk katolickich w związku zaistniałą sytuacją. Tylko na ten rok – rok kanonizacji papieża Polaka – zaplanowano pięć rozpraw! Wszystko odbywa się w zaciszu sali sądowej, za zamkniętymi drzwiami, bez obecności kamer. Przecież Tomczak swoim czynem w galerii Zachęta reprezentował większość z nas.
 
Ten brak zdecydowanej reakcji i solidarności z oskarżonym daje kolejne zielone światło szydercom. W momencie, kiedy rozpoczynał się proces Tomczaka, w Centrum Sztuki Współczesnej zainstalowana była inna ekspozycja Maurizio Cattelana, autora obrażającej Ojca Świętego rzeźby. Wystawa pt. „Amen” kolejny raz szokowała. Tym razem artysta-prowokator zaprezentował rzeźbę ukrzyżowanej kobiety oraz wypchanego konia z napisem „INRI” na tabliczce przybitej do korpusu zwierzęcia.
 
Kolejnym niechlubnym – na ministerialnej liście bezeceństw – przykładem, jest wystawiona w gdańskiej Galerii Wyspa wystawa Doroty Nieznalskiej pt. „Nowe Prace”. Galeria przez lata znajdowała się na terenie należącym do Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, uczelni podległej ministerstwu. Częścią wystawy Nieznalskiej z 2001 r. była instalacja „Pasji”, składająca się z obiektu przedstawiającego zdjęcie męskich genitaliów na krzyżu. Choć „artystka” stanęła przed sądem, ostatecznie prawomocnym wyrokiem została uniewinniona. Zdaniem sądu nie było dowodów przemawiających za tym, że miała ona na celu obrażanie innych osób.
 
Z naszych pieniędzy finansowana jest także instalacja zwana „tęczą”. Symbol zagarnięty przez środowiska homoseksualistów straszy na rondzie przy Placu Zbawiciela w Warszawie. Kontrowersyjna i budząca liczne protesty Polaków „tęcza” powstała na zlecenie Instytutu Adama Mickiewicza – podległej rządowi organizacji, powstałej w celu popularyzowania polskiej (?) kultury na świecie. Choć symbol dewiantów spalono już pięć razy, władze zdają się być głuche na niezadowolenie rodaków. Za każdym razem instalacja z impetem odtwarzana jest na nowo; za każdym razem z budżetowej kasy. Tylko ostatnie jej odbudowanie kosztowało polskiego podatnika ponad 100 tysięcy złotych.
 
Podsumowaniem tego wszystkiego jest totalna degradacja, jakiej ulega teatr. Miejsce, które niegdyś łączyło ludzi z wyższych sfer, dziś stało się siedliskiem zboczeń, promowania homoseksualizmu, ideologii gender, ogółem wszelkiej maści dewiacji. W przypadku prywatnych przedsięwzięć, niech każdy – na własną odpowiedzialność – ogląda za własne pieniądze to, na co ma ochotę. Ale niby z jakiej racji katolicy mają dokładać do państwowego mecenatu nad sztuką, za którą rządzący uznają m.in. kopulowanie na scenie Teatru Starego w Krakowie? Scena Narodowa tylko tego jednego teatru, dotowana jest sumą kilkunastu milionów złotych rocznie... 
 
Agnieszka Piwar
 
Fot. Jan Bodakowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz