sobota, 3 czerwca 2017

Nie dajmy sobie odebrać tego zwycięstwa

Wywiad z Dariuszem Kaczmarczykiem, szefem polskiego oddziału motocyklowego klubu Nocne Wilki.

Kiedy zostałeś Nocnym Wilkiem?
 
- Poznałem Nocne Wilki trzy lata temu. Od tego czasu byłem jednym z uczestników „Dróg Zwycięstwa” [motocyklowy rajd w rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami – red.]. W zeszłym roku razem z Chirurgiem [Aleksander Załdostanow ps. „Chirurg” – lider Nocnych Wilków – red.] podjęliśmy decyzję o otwarciu oddziału NW w Polsce. 17 stycznia br. taki oddział został oficjalnie otwarty. 


Dlaczego związałeś się akurat z tym klubem motocyklowym?
 
- Mam tam przyjaciół, z którymi jeżdżę od kilku lat. To jest klub, który łączy w sobie motocykle, przygodę (rocznie przejeżdżamy na motocyklach wiele tysięcy kilometrów), historię, przyjaźń o braterstwo.


wtorek, 30 maja 2017

Rosyjska Cerkiew jest niezależna od państwa

Rozmowa z ojcem Georgijem Maksimowem - religijnym przywódcą Rosji, kapłanem Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, duchownym moskiewskiego kościoła pw. św. Sergiusza z Radoneża. Uczony, pisarz i misjonarz; współpracownik Moskiewskiej Akademii Duchownej; członek Rady Ekspertów przy Ministerstwie Sprawiedliwości w celu zwalczania ekstremizmu religijnego, uczestnik międzynarodowych konferencji; autor ponad 30 książek i broszur, a także około 200 artykułów.

poniedziałek, 15 maja 2017

Nikt nie wyrzekł się polskości

Rodacy zrzeszeni w "Domu Polskim" w Moskwie
Rozmowa z dr Eweliną Szyszkową, prezes norodowo-kulturalnej autonomii Polaków „Dom Polski” w Moskwie

Od kiedy funkcjonuje „Dom Polski” w Moskwie?
 
- Organizacja powstała w 1989 roku, wysiłkiem grupy ludzi polskiego pochodzenia i Polaków. Przez wiele lat prezesem była Halina Subotowicz-Romanowa i dzięki jej staraniom udało się zrobić dużo dobrego, organizacja cieszy się autorytetem i zrzesza wielu ludzi. Jest to organizacja społeczna, więc wiadomo, jedni przychodzą, inni odchodzą, w zależności jak się komu życie potoczy. 


Jakie są nadrzędne cele tej organizacji?
 
- Przede wszystkim zachowanie języka – poprzez naukę, rozwój i pielęgnowanie. Ważnym zadaniem jest też rozpowszechnienie wiedzy o Polakach w Rosji, żeby ten most pomiędzy Polską i Rosją zawsze istniał, pomimo różnych stosunków politycznych. Wiadomo, czas polityków przemija, poglądy się zmieniają, ale ludzie zostają. Po prostu – pomimo takiej a nie innej sytuacji politycznej – jesteśmy świadomi, że narody muszą jednak żyć w pokoju. 


Ocalić od zapomnienia...

O istnieniu Domu Polskiego w Moskwie dowiedziałam się od polskiej dziennikarki, która w stolicy Rosji mieszka i pracujące od wielu lat. Miałam za sobą doświadczenia uroczystych spotkań z Polakami z Wileńszczyzny, Białorusi, Łotwy, Ukrainy, a nawet Smoleńska. Zawsze występowali w pięknych ludowych strojach, roztańczeni i rozśpiewani. To oni wykreowali moje wyobrażenie na temat Polaków, których spotkam w Moskwie. Rzeczywistość okazała się nieco inna. 
 
Okazją do poznania osób polskiego pochodzenia mieszkających w Moskwie był tłusty czwartek (który zorganizowano w... sobotę) połączony ze wspólnym czytaniem wierszy Jana Brzechwy. W całej Rosji obchodzono w tym czasie Maslenicę, czyli tydzień poprzedzający Wielki Post. Świąteczną atmosferę odczuwało się także w Domu Polskim, którego członkowie zebrali się w domu pielgrzyma przy katolickiej katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w Moskwie. Nie było jednak ludowych tańców ani polskich pieśni patriotycznych w wykonaniu ślicznych i młodych rodaczek. I tutaj pierwsze moje zaskoczenie. Przecież nie tak wyglądają imprezy z Polakami ze Wschodu, które widziałam do tej pory. 

Syryjczycy chcą pokoju

Wróciłeś właśnie z Bliskiego Wschodu. Twojej wyprawie towarzyszyło hasło: „Miał dość propagandy medialnej – pojechał więc do Syrii zobaczyć jak tam jest.” Skąd to wcześniejsze przekonanie, że treści płynące z przekazów medialnych były propagandą? 

Wojciech Kempa: - Większość informacji, które do nas docierają, to tak naprawdę propagandowe wrzutki w rodzaju: „rosyjskie lotnictwo zbombardowało budynek cywilny” albo „od amerykańskiej rakiety zginęli cywile”. Te teksty z reguły wiele mówią o sympatiach, czy raczej antypatiach, piszących, za to niewiele o tym, co naprawdę dzieje się w Syrii. Brakuje pogłębionych analiz. Zamiast nich mamy pyskówki i przerzucanie się argumentami, przeważnie nie popartymi pogłębioną wiedzą, a wyłącznie emocjami. Do tego na miejscu niemal nie ma zagranicznych dziennikarzy, więc materiały ilustracyjne, w tym w szczególności filmowe, to w większości ustawki, zainscenizowane sceny, nagrywane nierzadko daleko od Syrii. Później różni internauci „odkrywają”, że jakiś chłopczyk szósty czy siódmy raz był „ratowany” z płonącego budynku. Wszystko to potęguje chaos informacyjny.

Podręczników historii nie zmienimy

Czy Rosja chce napaść na Polskę?
  
Jurij Bondarenko: - Ależ po co? Pewnie, że nie. To jest głupota, która mogła się zrodzić tylko w niezdrowych umysłach POPiS-u. Proszę włączyć zdrowy chłopski rozum! Po jaką cholerę mielibyśmy na was napadać? Dla tych odkrytych ogromnych złóż diamentów, ropy, gazu? [śmiech]. Po co napadać, żeby co? Napaść tylko po to, żeby napaść? A może napaść, by mieć potem na głowie prawie 40 milionów ludzi, którzy cię nienawidzą? Przecież to jest idiotyzm.

Nie tylko w Polsce, ale w innych krajach Zachodu także straszy się Rosją.
 
- Że niby chcemy do Europy? A po co napadać na Europę, skoro płacą za gaz i ropę? Sprzedają nam Audi, Volkswageny, a nawet wybudowali u nas swoje fabryki... 


środa, 12 kwietnia 2017

Dyplomacja na dwóch kółkach

Artykuł ukazał się w kwartalniku Opcja na Prawo, Nr 3/144, lipiec 2016 r.

Rajd "Drogi Zwycięstwa" w Warszawie (2016 rok),
w tle Most Poniatowskiego [fot.A.Piwar]
Jeden z czołowych działaczy chrześcijańskich Rosji. Tymi słowami opisano lidera motocyklowego klubu Nocne Wilki na łamach angielskojęzycznego portalu russia-insider.com, w artykule pt. „Russia's Coolest Christian”. Przyjaciel Putina, Aleksander Załdostanow ps. „Chirurg” chrześcijańskim wojownikiem? W tym szaleństwie jest metoda!

Na temat Nocnych Wilków w polskojęzycznych mediach napisano już wiele. Niemal wszystko na jedną nutę. Główny „zarzut” to oczywiście przyjaźń z prezydentem Federacji Rosyjskiej. Do tego dochodzą oskarżenia o udział w aneksji Krymu oraz pretensje za upamiętnianie żołnierzy Armii Czerwonej i promowanie radzieckiej symboliki. I to wszystko jest prawdą. Jednak z punktu widzenia rosyjskiego patrioty żadne z tych działań nie klasyfikuje się jako naganne. Wystarczy pojąć jedną podstawową zasadę: w rosyjskiej szkole lekcja historii różni się od naszej. Czy wobec tego, mamy prawo oskarżać i pouczać tych młodych ludzi oraz robić im jakieś wyrzuty?