niedziela, 11 listopada 2018

11 listopada 2018 roku, Święto Niepodległości

Świętując setną rocznicę powstania państwa polskiego, pamiętajmy o wciąż aktualnym przesłaniu Romana Dmowskiego, głównego architekta Niepodległości:

Wszystko co polskie jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to co jest w nim marne.” [Myśli nowoczesnego Polaka, 1903]

„Zorganizowany należycie naród jest potęgą, której nic na świecie przeciwstawić się nie zdoła. Wobec tego organizacja narodowa ma obowiązek działać uczciwie i otwarcie. Tylko obozy, działające przeciw narodowi i jego dobru, mają potrzebę uciekania się w walce o swe cele do środków nikczemnych – do kłamstwa, obłudy, oszczerstwa, nawet do skrytobójstwa. Organizacja, wysoko ceniąca godność swego narodu, pragnąca, ażeby jak najwyżej stał pod względem religijnym i moralnym, może działać tylko środkami uczciwymi. Uczciwość wszakże, gdy staje do walki, wymaga wielkiego męstwa. Tchórze nigdy nie walczą uczciwie.” [fragment przemówienia wygłoszonego na zakończenie obrad powołujących do istnienia OWP w Poznaniu, grudzień 1926]

„Trzeba świat znać i rozumieć, a życie samemu urabiać według własnych wymagań. Świat wtedy nie będzie tak brzydki, a życie na nim tak złe, jak to nam się często zdaje. Jest ono tylko twarde dla zniewieściałych próżniaków i bezlitosne dla nie rozumiejących ducha czasu.” [Myśli nowoczesnego Polaka, 1903]

„Przed Polską, zdaniem moim, otwierają się tak świetne widoki jakich od wieków nie miała. Może ona wszakże z nich skorzystać tylko wtedy, gdy sama dorośnie do swego położenia i swych zadań. Wszystko zależy od tego, czy obóz narodowy polski w tych trudnych dla niego chwilach nie osłabnie ani w swej myśli, ani w działaniu. Nie mam wątpliwości, że wiedzą to dobrze nasi przeciwnicy… To też dziś za pierwsze zadanie stawiają sobie skorzystać ze słabości czy głupoty tych czy innych żywiołów w naszym łonie, by nas rozwałkować, rozbić na grupy nawzajem się zwalczające…” [z listu do księdza prałata Józefa Prądzyńskiego, 13 lutego 1934]

Społeczeństwo zaś popada w bezmyślność w zakresie najżywotniejszych swoich interesów, w dziedzinach zaś oderwanych od życia okazuje skłonność do ekstaz i orgii duchowych. Umie ono przez dłuższy czas zupełnie nie interesować się poważnymi zaburzeniami w głębi państwa, od którego jego losy zależą, ale przychodzi czasem chwila, że z wszystkich kątów kraju zjeżdżają się ludzie w celu wysłuchania jednej opery, lub że wypełniająca salę koncertową wyborowa publiczność urządza sobie zbiorowe łkanie.” [Myśli nowoczesnego Polaka, 1903]

„I sprzedajemy humanitarnie Polskę w dalszym ciągu.” [
Myśli nowoczesnego Polaka, 1903]

wtorek, 9 października 2018

Czeka mnie jeszcze dużo pracy

Autor zdjęcia: Krzysztof Żuczkowski
Z Warszawy wyruszyliśmy 9 września. Po wylądowaniu na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo naszą grupę przyjął szef wydziału prasowego tego miejsca. Po czym oprowadził nas po... lotnisku. Było zwiedzanie tamtejszego muzeum, oglądanie makiety portu lotniczego oraz przejazd podziemną kolejką z Terminali D, E i F do Terminalu B. 
 
Rosjanie po prostu chcieli zaszpanować jak potężne mają lotnisko (w samej Moskwie jest ich kilka) i pochwalić się nowymi (wymuskanymi na cacy przed Mundialem) obiektami. W Terminalu B zwiedzaliśmy więc głównie ekskluzywne strefy dla VIP-ów, tj. posiadaczy „złotej karty” i biletów klasy biznes (na które nigdy nie było mnie stać). Jeden z kolegów dziennikarzy za pomocą specjalnej aplikacji zainstalowanej w telefonie wyliczył, że na lotnisku Szeremietiewo przemaszerowaliśmy tego dnia 5,5 kilometrów. Nieco zmęczeni (ale najedzeni – w strefach VIP częstowali nas serwowanymi tam przysmakami) wsiedliśmy wieczorem do samolotu i ekonomiczną klasą odlecieliśmy do kolejnego punktu naszej wyprawy.

Maciej Grubski affaire

Pod koniec wakacji zadzwonił do mnie senator Maciej Grubski (jeszcze wtedy z Platformy Obywatelskiej). Telefon mnie nie zdziwił, wszak znamy się od kilku lat. Senator jest przewodniczącym Polsko-Irańskiej Grupy Parlamentarnej, a ja szaloną dziennikarką, która ma odwagę przedstawiać Iran w innym świetle niż żąda tego Waszyngton i Tel Awiw. 
 
Od czasu do czasu ucinaliśmy więc sobie pogawędkę o tym, jak lubimy i szanujemy Persów. Amerykanie podle ich traktują (sankcje, groźby, pomówienia), dlatego z naszych rozmów powstawał czasem jakiś niepoprawny politycznie wywiad (lub komentarz do artykułu), który potem publikowałam, głównie na łamach tygodnika „Myśl Polska”. 

Sierpniowy telefon różnił się jednak od poprzednich. Senator zauważył na Facebooku moje zdjęcia z Krymu i zagadał na temat Rosji. Rozmowa rozwinęła się w ciekawym kierunku, pojawił się więc pomysł, by z telefonicznej pogawędki zrobić wywiad. Na nagranie umówiliśmy się kilka dni później. 

piątek, 28 września 2018

Gdybyśmy przywrócili Ustawę Wilczka to zamiast Ukraińców przyjeżdżaliby do nas Niemcy, Szwedzi i Brytyjczycy

Z Pawłem Skuteckim – dziennikarzem, politykiem, działaczem m.in. w UPR, KNP, a obecnie posłem z ramienia Kukiz’15 – rozmawia Agnieszka Piwar. Wywiad przeprowadzony dla portalu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego pafere.org.

W ostatnim czasie Pana nazwisko pojawia się często przy inicjatywach Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach “STOP NOP”. Czym dokładnie zajmuje się ta organizacja? Jaki przyświeca jej cel? I dlaczego zaangażował się Pan po ich stronie?

- Nie jestem członkiem Stop NOP, a tym bardziej ich adwokatem. Na początku kadencji zgłosiło się do mnie kilka osób, które za odmowę szczepień dostały grzywny. Wtedy uważałem, że to zwyczajnie sprzeczne z prawami człowieka, żeby przymuszać do prewencyjnej procedury medycznej. O ile rozumiałbym procedury ratujące życie, to przy prewencji państwo – moim zdaniem – radykalnie narusza wolność zmuszając do szczepień. Ale to był tylko początek. Potem zaczęli się zgłaszać rodzice, których dzieci zostały koszmarnie okaleczone wskutek szczepień i państwo zostawiło ich samych. Producenci szczepionek oficjalnie, w ulotkach mówią o tym, że zdarzają się niepożądane odczyny poszczepienne oznaczające trwałe kalectwo. Nie są one tak rzadkie jak stara się to wmówić Polakom. Nie są też powszechne – nie dajmy się zwariować, ale są. Uważam, że skoro jest ryzyko, to musi być wybór. Państwo nie ma moralnego prawa zmuszać do profilaktycznych zabiegów niosących ryzyko trwałego kalectwa. To musi być świadomy wybór rodziców. A oczywiście same szczepienia to tylko wierzchołek, cała polska służba zdrowia to kolos na glinianych nogach. Można tylko robić zakłady, co pierwsze padnie na pysk: ZUS czy NFZ…

środa, 26 września 2018

Kłamstwa prezydenta USA promowane za pieniądze polskich podatników

Na antenie TVP INFO na okrągło i bezkarnie promują (za pieniądze polskich podatników) łgarstwa Donalda Trumpa. Prezydent USA (wyrazy współczucia dla zwykłych Amerykanów, do których nic nie mam), podczas wczorajszego wystąpienia na forum ONZ w Nowym Jorku, chwalił Polskę za podejmowanie działań, które mają zapewnić dostęp do zróżnicowanych źródeł energii. Trump powiedział: "Poleganie na pojedynczym zagranicznym dostawcy energii naraża dane państwo na szantaż i zastraszenie. Dlatego gratulujemy takim krajom europejskim jak Polska budowy bałtyckiego gazociągu, który uniezależnia się od Rosji w zaspokajaniu potrzeb energetycznych".

Na czym poległa łgarstwo prezydenta USA oraz obłuda TVP INFO i innych polskojęzycznych mediów, które to promują? 

Otóż, nie jesteśmy i nie byliśmy skazani na pojedynczego dostawcę energii jakim jest Rosja, gdyż od lat otrzymujemy wiele innych atrakcyjnych ofert. Nie korzystamy jednak z tych ofert, ponieważ "sojusz" z Ameryką zmusza nas do tego, żeby atrakcyjne oferty odrzucać i DUŻO DROŻEJ kupować energię (i jakieś tam złomy) od Amerykanów. 

Oto trzy przykłady korzystnych ofert (niezwiązanych z Rosją):

niedziela, 29 lipca 2018

Partie polityczne zagrażają demokracji

fot.: www.januszsanocki.com
Wywiad Januszem Sanockim, niezrzeszonym posłem na Sejm VIII kadencji. 

Czy Polacy są gotowi na to, by wziąć sprawy w swoje ręce i decydować o własnym państwie poprzez udział w licznych referendach?

- To jest pytanie o zderzenie z modelem szwajcarskim, który jest ciekawy, i który jest w pewnym sensie wymuszony przez głęboką tradycję sięgającą średniowiecza. 

Dokładnie tak. Na ile jest Panu znany ten szwajcarski ewenement? 

- Pierwsze moje spotkanie z tym modelem – i w ogóle z pojmowaniem przez Szwajcarów narodu – sięga stanu wojennego, kiedy byłem internowany. Pamiętam, że przyjeżdżały wtedy delegacje z Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża. W więzieniu w Głogowie mieliśmy przypadek chłopaka, który siedział za Solidarność, ale miał jeszcze radziecki paszport – przybył z emigracji na zasadach repatriacji. Próbowałem wówczas wytłumaczyć Szwajcarowi z Czerwonego Krzyża, że czym innym jest obywatelstwo, a czym innym narodowość. Tymczasem mój rozmówca nie był w stanie tego zrozumieć, ponieważ w jego pojmowaniu, to paszport potwierdza narodowość. 

Potem pojechałem do Szwajcarii i zobaczyłem jak to wszystko działa w praktyce. Wcześniej czytałem na ten temat i muszę przyznać, że jest to pewien fenomen. Zastanawiając się nad historią alternatywną, żałuję, że w II Rzeczypospolitej nie wprowadzono modelu kantonalnego. Gdyby Ukraińcy, Białorusini i inni mieli wówczas swoje własne kantony i samorządność, to być może państwo polskie wtedy by przetrwało. 

Myślę, że demokracja bezpośrednia jest pięknym modelem, trochę dla nas bajecznym. W tym systemie człowiek wiąże się z niewielką ojczyzną; małym kawałkiem przestrzeni – w końcu kantony są niewielkie – gdzie ludzie się znają, mówią wspólnym językiem i sami rozwiązują swoje sprawy. 

Jak daleko nam do Szwajcarów?

- Niestety jesteśmy przyzwyczajeni do życia w państwie scentralizowanym, gdzie rząd rozwiązuje wszystkie problemy za obywateli.

W demokracji „made in Poland” najmocniej uwodzi socjalizm

Pamięcią sięgam do zajęć z podyplomowych studiów dziennikarstwa. Jako młoda i nieobyta w mediach słuchaczka poznawałam tajniki relacji nadawca-odbiorca. Dowiedziałam się, że jedynie niewielki procent odbiorców zwraca uwagę na sens wypowiedzi prezentowanych na wizji. Pozostała większość skupia się na wyglądzie nadawcy (telewizja) i/lub barwie jego głosu (radio i telewizja).

Obserwując poczynania polityków wybieranych przy urnach wyborczych, dochodzę do wniosku, że z demokracją jest podobnie. Z tą różnicą, że czynnikiem decydującym niekoniecznie jest tutaj uroda czy terb głosu, ale… chwytliwe banialuki. Czy demokracja jest aż tak fatalnym systemem, skoro o wyborze kandydata zbyt często decyduje tani bajer, a nie merytoryczne przygotowanie kandydata? Dlaczego obywatele nie są w stanie w większości (bo przecież o większość w demokracji chodzi) wybrać dla siebie godnych reprezentantów i najlepszych rozwiązań?