poniedziałek, 13 listopada 2017

Katolicy z Polski mówią NIE Lutrowi

12 listopada AD 2017 odbyła się premiera filmu Grzegorza Brauna „Luter i rewolucja protestancka”. To najważniejszy dokument wszech czasów, który demaskuje największą tragedię w dziejach Europy. Filmowi towarzyszy hasło: „100 minut prawdy, na 500-lecie zakłamania”. Dostąpiłam wielkiego zaszczytu współprowadzenia premierowego pokazu.

A teraz opowiem Wam pewną historię. Wszystko zaczęło się w 2011 roku. W 70. rocznicę aresztowania przez Niemców ojca Maksymiliana Kolbego poszłam na Pawiak, gdzie przed laty naziści uwięzili Rycerza Niepokalanej. W podziemiach dawnego więzienia wystawiono tego dnia spektakl „Cela Ojca Maksymiliana”, autorstwa cenionego dramatopisarza Kazimierza Brauna – ojca Grzegorza. W tym samym czasie na Pawiaku byli obecni ks. prof. Tadeusz Guz i dr Aldona Ciborowska (zasłużona propagatorka myśli ks. Tadeusza) – wówczas ich jeszcze nie znałam. Kilka miesięcy później, przy okazji listu dziennikarek i publicystek przeciwko aborcji poznałam Aldonę. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Jeszcze w tym samym roku Aldona poznała mnie z ks. Tadeuszem Guzem – wybitnym filozofem. W 2012 roku organizowałam konferencję Kongresu Mediów Niezależnych w Domu Dziennikarzy w Warszawie. Wykład inauguracyjny wygłosił ks. Tadeusz Guz. Na konferencję przyjechał z Częstochowy Włodzimierz Skalik – to właśnie wtedy pierwszy raz usłyszał ks. Tadeusza i od razu zachwycił się głębią i mądrością przekazywanych przez niego treści. W 2014 roku, w murach XII-wiecznego klasztoru w Hebdowie pod Krakowem zorganizowałam konferencję, na którą zaprosiłam ks. Tadeusza i Grzegorza Brauna – to właśnie tam się poznali. I wreszcie, w 2017 roku powstaje film dokumentalny, którego producentem jest Włodzimierz Skalik, reżyserem Grzegorz Braun, a najważniejszą postacią ks. prof. Tadeusz Guz – który przez kilkanaście lat pracował naukowo w Niemczech, gdzie poznał, zbadał i rozpracował szkodliwą naukę Lutra i jego następców.

Tak działa Duch Święty.

Na zdjęciu od lewej: ks. Tadeusz Guz, Aldona Ciborowska, Aleksandra Braun (żona Grzegorza, autorka montażu), Grzegorz Braun, Agnieszka Piwar, Włodzimierz Skalik.


AP, za: Intagram, Facebook

sobota, 4 listopada 2017

Telegram z Soczi



Kolejna wyprawa do Federacji Rosyjskiej jest już wspomnieniem. Wzorem poprzednich, zanim zabrałam się za pisanie artykułu, na portal społecznościowy wrzucałam komentarze „na gorąco” wraz ze zdjęciami i krótkimi filmami. Zaskoczenia nie było – w kraju nad Wisłą tradycyjnie okrzyknięto mnie „ruską agentką” i zarzucono zdradę „polskiej prawicowości” (?). 

 
W drodze do Soczi dowiedziałam się, że ABW wydaliła z Polski mojego znajomego Rosjanina, prof. Dmitrija Karnauchowa. W drodze powrotnej spotkałam się z nim w Moskwie. Powiedział, że przyszli po niego funkcjonariusze straży granicznej, po czym bez wyjaśnień i przedstawienia jednego dowodu na jego rzekomy udział w „wojnie hybrydowej” wyrzucili z kraju. 

W takiej oto atmosferze – panującej pod rządami chorych z nienawiści rusofobów – udałam się do Rosji na XIX Międzynarodowy Festiwal Młodzieży i Studentów. Ktoś pewnie pomyśli, że jestem szalona, bo przecież gospodarzem tegorocznej edycji imprezy był sam Władimir Putin. Tak, każdy kolejny kontakt z Rosjanami pogłębia w Polsce ostracyzm wokół mojej osoby. Bo takie teraz panują u nas trendy, że Rosjan należy traktować jako największych wrogów. Wszystkim podporządkowanym pod dyktat mody na rusofobię, pragnę jedynie przypomnieć słowa Zbigniewa Herberta: „(...) z prądem płyną śmiecie”.

Z Czeczenii lepiej widać Europę

Ależ to była wyprawa! Znajomi i rodzina drżeli ze strachu o moje życie. No tak, przecież w Polsce wszyscy boją się Władimira Putina i muzułmanów. Co oni sobie o mnie pomyśleli, kiedy przyjęłam zaproszenie do tej „groźniej” Czeczenii? Przecież tam, wespół zespół, rządzą ci, którymi straszy się cały „cywilizowany” świat. Tymczasem wróciłam cała i zdrowa, ale coś we mnie pękło.


Zanim zabrałam się za pisanie relacji z wyprawy na Kaukaz, zamieściłam kilka zdjęć i krótkich filmów na portalu społecznościowym, dodając do nich spontaniczne komentarze „na gorąco”. Media społecznościowe mają to do siebie, że rozkręcają dyskusję. Wymiana zdań i opinii pozwoliła mi jeszcze lepiej zrozumieć z jak ubogim społeczeństwem mam do czynienia. I nie chodzi mi o społeczność czeczeńską, ale... polską. Jeśli dodać do tego porównanie z gnijącą Europą Zachodnią, wychodzi bilans ujemny. I to my jesteśmy tutaj przegranymi.

Brytyjski oficer przewidział upadek Zachodu

To zdumiewające, że wielcy tego świata nie wyciągnęli jeszcze wniosków z historii. Spisane ludzką ręką cztery tysiące lat dziejów, a oni wciąż ślepi i głusi na wołania przodków. Pycha kroczy przed upadkiem, dlatego jesteśmy u schyłku pewnej epoki – gdzieś między starym i nowym imperium. Czy mamy powód do rozpaczy?
 
Teraz już wiem, że po fazie rozkładu, trwającym okresie dekadencji i zbliżającej się utracie nadziei, przyjdzie czas na zryw. W międzyczasie wyłonią się święci naszych czasów, „którzy wzniosą sztandar obowiązku i służby przeciw zdeprawowaniu i rezygnacji”. Po nich przyjdą pionierzy, którzy dobiją gnijący świat, obalą go, a na jego zgliszczach narodzi się coś nowego.

Zrozumiałam to dzięki pewnemu Brytyjczykowi. Sir John Glubb’owi (1897-1986) – bo o nim mowa – który w publikacji „Cykl Życia Imperium” spogląda na bieg historii z niespotykaną uczciwością. Osobiste życiowe koleje losu pomogły mu uwolnić się od wpływów naturalnego nacjonalizmu wbudowanego w każdego z nas. Będąc synem wysokiej rangi żołnierza w służbie czynnej Królewskich Inżynierów, od dzieciństwa podróżował po świecie, dzięki czemu jego młodzieńczy umysł otworzył się na wiele kultur. W dorosłym życiu sam został oficerem, a sławę zyskał jako dowódca Transjordańskiego Legionu Arabskiego w latach 1939-1956. W późniejszych badaniach nad historią przemierzył tysiące lat i znalazł powtarzającą się prawidłowość. Dzięki niej zrozumiał dlaczego Imperium Brytyjskie upadło, i dlaczego upadły wszystkie imperia przed nim. Ze zdumiewającą precyzją wyliczył i opisał przebieg kolejnych etapów znanych mu supermocarstw.

poniedziałek, 18 września 2017

Będziemy walczyć o prawdę

Rozmowa z Tomaszem Grzegorzem Stalą, scenarzystą filmu „German Death Camps”.
 
Często słyszymy głosy oburzenia na kłamliwe sformułowania „polskie obozy zagłady”, jednak produkcją – która ma dać kres tym pomówieniom – media w Polsce wydają się specjalnie nie interesować. Wyłamujemy się. Proszę opowiedzieć co to za projekt?
 
- Parę razy udało nam się zaistnieć w mediach – m.in. w programach publicystycznych TVP. Jednak nie odbiło się to szerokim echem w opinii publicznej. Mam nadzieję, że dzięki tej rozmowie, a także wielu innych, które odbywamy, uda przełamać się pewną barierę i akcja German Death Camps zostanie dostrzeżona i rozpropagowana w jak najszerszych kręgach. Nie działamy przecież w swoim interesie – jesteśmy głosem oburzonego narodu, który opluwany i lżony jest przez zachodnie koncerny medialne, poprzez – chcielibyśmy wierzyć – skróty myślowe mówiące o „polskich obozach śmierci”. Jesteśmy również głosem ofiar – zarówno tych nazwanych z imienia i nazwiska, ale też rzeszy bezimiennych, którzy zginęli w niemieckich obozach śmierci. Pod nazwą German Death Camps (oprócz innych akcji, m.in. koordynowanych przez Fundację Tradycji Miast i Wsi) kryje się także projekt filmowy, którego celem jest walka o odkłamanie historii, zakrzywianej nieustannie przez zagraniczne media i polityków. Narzędziami do tego działania będą dwa filmy: 22-minutowy oraz jego wersja rozszerzona 55-minutowa, traktujący o niemieckich obozach koncentracyjnych. 


niedziela, 20 sierpnia 2017

Radziecki konstruktor rozprawia się z socjalizmem

Przybliżenie bardzo trudnych i skomplikowanych zagadnień dotyczących rządzenia i zarządzania; wskazanie rządzącym jak podejmować roztropne i dalekowzroczne decyzje mające na celu pokojowy rozwój ekonomiczny i cywilizacyjny; i wreszcie, nauczenie rządzonych, by nie byli łatwą „zdobyczą" dla polityków i w większym stopniu sami aktywnie wpływali na sytuację w kraju i na świecie to główne cele pomysłodawców nowej serii wydawniczej Biblioteka Rządzących i Rządzonych. Składają się na nią książki będące swoistymi podręcznikami instrukcji: jak budować silne państwo, służące wszystkim jej obywatelom.

Na początku 2016 roku prezydent Rosji Władimir Putin powiedział, że przywódca rewolucji październikowej „podłożył bombę atomową pod gmach, który nazywa się Rosja". Jak dodał, w ostatecznym rozrachunku idee Lenina doprowadziły do rozpadu Związku Radzieckiego. Wypowiedź rosyjskiego prezydenta wielu wprawiła w osłupienie.

Rok później czyli w 2017 roku, a więc sto lat od wybuchu rewolucji do moich rąk trafiła książka rosyjskiego autora Anatolija Fiedosiejewa pt. Zapadnia. Człowiek i Socjalizm, wydana w serii BRiR. I wszystko się wyjaśniło.

sobota, 19 sierpnia 2017

Dobrobyt opiera się na Dekalogu

Rozmowa z Janem Michałem Małkiem, założycielem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE).

Wielu moich rówieśników – pokolenie urodzone w latach 80. – nie widząc możliwości poprawienia swojej stopy życiowej wyjechało na Zachód. Największa fala emigrantów ekonomicznych zaczęła ruszać od 2004 roku, czyli od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Pan również wyemigrował, jednak w zupełnie innych czasach, bo w 1958 roku. Co wtedy skłoniło Pana do wyjazdu na Zachód?
 
- W czasach głębokiej komuny, za mej młodości, w Polsce panowały prześladowania polityczne, aresztowania i terror. Dręczono przedsiębiorców, pozbawiono ludzi własności. Wszechobecne były obłuda i kłamstwo, firmowane przez aparat państwa. Powszechne było poczucie braku nadziei na lepsze jutro. Na uczelni, w pracy, w prasie, literaturze i radiu, wszędzie poddawani byliśmy propagandzie komunistycznej przedstawiającej zło jako dobro, a dobro jako zło; Armię Czerwoną jako przyjaciela, a dowódców AK i rząd RP w Londynie jako wrogów i „zaplutych karłów reakcji”; socjalizm jako drogę do świetlanej przyszłości, którą miał być komunizmu, a kapitalizm jako wcielenie zła itd., itd.

Rząd „dobrej zmiany” nie jest po naszej stronie

Rozmowa z Magdaleną Trojanowską, dziennikarką, koordynatorką działań inicjatywy Stop Seksualizacji Naszych Dzieci i Prezesem Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci.

Papież Benedykt XVI powiedział, że jeśli ideologia gender zwycięży, to zrobi więcej krzywdy ludziom i narodom niż komunizm. Wielu bagatelizuje przestrogę Ojca Świętego, wszak ciężko sobie wyobrazić, że „tęczowe towarzystwo” może być groźniejsze od siły i terroru. 
 
- Żeby zrozumieć co papież Benedykt miał na myśli trzeba ujrzeć ideologię gender w jej prawdziwym wymiarze. Obecna narracja polskich lewicowych organizacji nt. tego, czym jest idea gender jest taka, że nie ma mowy o żadnej ideologii, ale jedynie rozważamy zagadnienie dotyczące ról społecznych, jakie kultura przypisuje mężczyznom i kobietom, zwłaszcza w kontekście dyskryminacji kobiet. Jednak Alfred Kinsey, który powołał pierwszy Instytut Badań nad Płcią, Gender i Rozmnażaniem, homoseksualista i pedofil, koncentrował swoje badania na udowodnieniu tezy, że potrzeby seksualne większości ludzi nie są skierowane wyłącznie na jedną płeć i swoją uwagę skupił na relacjach homoseksualnych, ale także innych seksualnych dewiacyjnych zachowaniach, które sugerował, że są społeczna normą. Również homoseksualista i pedofil dr J. Money (były dyrektor Instytutu Kinsey’a), który sprecyzował i wprowadził pojęcie gender w oficjalny obieg naukowy, w żadnym stopniu nie miał na myśli dyskryminacji kobiet. Według niego gender to „płeć odczuciowa”. Biologiczna płeć człowieka jest etapem ewolucji – możemy zapanować nad ewolucją i medycznie zlikwidować biologiczne różnice płciowe, ale znacznie ważniejsze jest według Money’a to, że w sferze psychicznej identyfikujemy się „różnorodnie”! To wychowanie kształtuje naszą obecną identyfikację z daną płcią i daną rolą społeczną – jednak gdy odrzucimy wychowanie – to w każdym z nas jest „wyższa” zdolność miłości i pociąg seksualny, niekoniecznie heteroseksualny. Konsekwencją tego sposobu myślenia jest wniosek, że te rozróżnienia i role płciowe, ale co najważniejsze – ograniczenia seksualnych ekspresji(!), które są dzieciom narzucane w procesie wychowawczym należy zlikwidować. Gender – jest więc roszczeniem geja o wykorzenienie norm społecznych, które go piętnują i ograniczają jego zakres seksualnych swobód. Idea płci społeczno-kulturowej gender jest homoseksualną propagandą na rzecz swobody eksperymentowania seksualnego i w taki sposób się jawi w „prawach seksualnych” pod postacią „zdrowia seksualnego”. „Prawa seksualne” przywołane są w opracowaniach, wytycznych, programach, zaleceniach i podręcznikach ONZ i jego agend – cytat z podręcznika UNESCO brzmi: „seksualności nie można zrozumieć bez płci społeczno-kulturowej gender”! Nurt feministyczny tylko adaptuje teorię likwidacji stereotypów płciowych dla własnych potrzeb, a zajęte tym są lesbijki, poczynając od Margaret Mead, przez Simone de Beauvoir po Judith Butler.

czwartek, 27 lipca 2017

Sympatyczny błazen czy...?

Przyznam się Wam do czegoś. Kilka lat temu poznałam Jerzego Targalskiego (na dowód zdjęcie mojego autorstwa). Ba, nawet zdarzało mi się przesiadywać z nim w kawiarni (i jeszcze kilkoma innymi osobami, należącymi wówczas do tzw. koncesjonowanej opozycji, a dziś siedzącymi bardzo wysoko w mediach). Były to lata 2011/2012. 
 
Pan Targalski - prywatnie nawet sympatyczny - opowiadał wtedy równie absurdalne teorie jak obecnie. Problem w tym, że te kilka lat temu wydawało mi się, że on ma po prostu takie specyficzne poczucie humoru. Myślałam wówczas, że te jego historyjki, to taki oryginalny patent na rozbawienie towarzystwa. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że... ON TO WSZYSTKO NA POWAŻNIE.

piątek, 14 lipca 2017

Złowrogi cień neomarksizmu

Dr Aldona Ciborowska, publicystka „Naszego Dziennika”, a prywatnie moja serdeczna przyjaciółka, udzieliła mi bardzo mocnego wywiadu. Dowiecie się z niego czegoś przerażającego. W obecnych czasach mamy do czynienia z czymś znacznie gorszym od komunizmu (!). Wiem, ciężko w to uwierzyć. Przecież nikt teraz nie stosuje siły i terroru. I te półki w sklepach uginające się pod ciężarem najrozmaitszych towarów...

Nie dajcie się zmylić pozornemu dobrobytowi i złudzeniu wolności. Tak naprawdę żyjemy według podziału na kasty - na wzór czegoś co przypomina kumulację socjalizmu, kolonializmu i niewolnictwa. Dożyliśmy czasów, w których istnienie człowieka jako bytu, jest całkowicie negowane. Nawet za komuny nie było takiego okropieństwa, bo wtedy partnerem dla zła było dobro, dla brzydoty - piękno, a dla kłamstwa - prawda. A teraz jest miejsce tylko dla zła, brzydoty i kłamstwa. Nie wierzycie? To przeczytajcie! 

środa, 12 lipca 2017

Prozmawiajmy o Donbasie

W najnowszym numerze kwartalnika Opcja na Prawo [2/147 (2017)] w dziale zagranica znajdziecie mój wojenny materiał, choć na wojnie nigdy nie byłam.

To miał być reportaż o ludziach, których łączy Donbas, a dzieli niemal wszystko. Inspiracją było spotkanie z szefem Fundacji Pomoc dla Donbasu. Poznaliśmy się w Moskwie. Zostałam zaproszona na rozmowę do siedziby organizacji - piwnicy jednego z bloków mieszkalnych w centralnej części miasta. Marzenia mojego rozmówcy? Pragnie przyłączenia Donbasu do Federacji Rosyjskiej. 

Pomyślałam - nie może tak być, że pytam tylko jedną stronę. Skontaktowałam się z Ukrainką pochodzącą z Doniecka. Od wielu lat mieszka w Polsce. Rozwija się zawodowo i naukowo. Z Euromajdanem wiązała nadzieje. Studia w Budapeszcie ukończyła dzięki stypendium dotowanemu przez samego George'a Sorosa. Pragnie zbliżenia Ukrainy z Zachodem i oderwania od wpływów Rosji. Już rozumiecie, dlaczego wybrałam kogoś takiego. Wydaje się kochać swój kraj równie mocno jak rozmówca z Moskwy, ale oboje pragną dla ojczyzny zupełnie innej drogi.  

I wreszcie trzeci bohater mojej opowieści. Tym razem młody Polak. Od 2014 roku przebywa w samym centrum donbaskiej tragedii. Założył bloga i został korespondentem wojennym nadającym z serca Donbasu.

sobota, 8 lipca 2017

Donald J. Trump mojego serca nie podbił


Obejrzałam rewelacyjnie zrealizowany propagandowy filmik [LINK]. Majstersztyk jeśli chodzi o wyciśnięcie emocji:
- przemówienie Donalda J. Trumpa idealnie dopasowane do polskiego odbiorcy
- pełen patosu podkład muzyczny
- chwytające za serce zdjęcia nawiązujące do historii Polski
- cudowne krajobrazy ukazujące piękno naszej Ojczyzny.


I pewnie bym się nabrała, gdyby nie szereg obłudnych frazesów i ordynarne kłamstwo wypowiedziane przez prezydenta USA, które brzmi:
«amerykańscy żołnierze są dzielnymi obrońcami wolności».


A teraz zimny prysznic dla tych, których zachwyciło - skądinąd świetnie skonstruowane - przemówienie Trumpa:

poniedziałek, 3 lipca 2017

Banderyzm kwitnie na Ukrainie

„Jestem bardzo zgorszony stanowiskiem polskich władz, również polityków opozycyjnych, którzy przechodzą do porządku dziennego nad odradzającym się nacjonalizmem ukraińskim. Nacjonalizmem, który ma bardzo wyraźnie antypolskie ostrze. Polscy politycy udają, że tego nie widzą, a jeżeli już reagują, to bardzo ostrożnie. Natomiast banderyzm kwitnie i na Ukrainie rehabilituje się nie tylko zbrodniczą Ukraińską Powstańczą Armię, ale nawet SS-Galizien” – mówi Leszek Miller w wywiadzie dla tygodnika Myśl Polska.

sobota, 3 czerwca 2017

Nie dajmy sobie odebrać tego zwycięstwa

Wywiad z Dariuszem Kaczmarczykiem, szefem polskiego oddziału motocyklowego klubu Nocne Wilki.

Kiedy zostałeś Nocnym Wilkiem?
 
- Poznałem Nocne Wilki trzy lata temu. Od tego czasu byłem jednym z uczestników „Dróg Zwycięstwa” [motocyklowy rajd w rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami – red.]. W zeszłym roku razem z Chirurgiem [Aleksander Załdostanow ps. „Chirurg” – lider Nocnych Wilków – red.] podjęliśmy decyzję o otwarciu oddziału NW w Polsce. 17 stycznia br. taki oddział został oficjalnie otwarty. 


Dlaczego związałeś się akurat z tym klubem motocyklowym?
 
- Mam tam przyjaciół, z którymi jeżdżę od kilku lat. To jest klub, który łączy w sobie motocykle, przygodę (rocznie przejeżdżamy na motocyklach wiele tysięcy kilometrów), historię, przyjaźń o braterstwo.


wtorek, 30 maja 2017

Rosyjska Cerkiew jest niezależna od państwa

Rozmowa z ojcem Georgijem Maksimowem - religijnym przywódcą Rosji, kapłanem Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, duchownym moskiewskiego kościoła pw. św. Sergiusza z Radoneża. Uczony, pisarz i misjonarz; współpracownik Moskiewskiej Akademii Duchownej; członek Rady Ekspertów przy Ministerstwie Sprawiedliwości w celu zwalczania ekstremizmu religijnego, uczestnik międzynarodowych konferencji; autor ponad 30 książek i broszur, a także około 200 artykułów.

poniedziałek, 15 maja 2017

Nikt nie wyrzekł się polskości

Rodacy zrzeszeni w "Domu Polskim" w Moskwie
Rozmowa z dr Eweliną Szyszkową, prezes norodowo-kulturalnej autonomii Polaków „Dom Polski” w Moskwie

Od kiedy funkcjonuje „Dom Polski” w Moskwie?
 
- Organizacja powstała w 1989 roku, wysiłkiem grupy ludzi polskiego pochodzenia i Polaków. Przez wiele lat prezesem była Halina Subotowicz-Romanowa i dzięki jej staraniom udało się zrobić dużo dobrego, organizacja cieszy się autorytetem i zrzesza wielu ludzi. Jest to organizacja społeczna, więc wiadomo, jedni przychodzą, inni odchodzą, w zależności jak się komu życie potoczy. 


Jakie są nadrzędne cele tej organizacji?
 
- Przede wszystkim zachowanie języka – poprzez naukę, rozwój i pielęgnowanie. Ważnym zadaniem jest też rozpowszechnienie wiedzy o Polakach w Rosji, żeby ten most pomiędzy Polską i Rosją zawsze istniał, pomimo różnych stosunków politycznych. Wiadomo, czas polityków przemija, poglądy się zmieniają, ale ludzie zostają. Po prostu – pomimo takiej a nie innej sytuacji politycznej – jesteśmy świadomi, że narody muszą jednak żyć w pokoju. 


Ocalić od zapomnienia...

O istnieniu Domu Polskiego w Moskwie dowiedziałam się od polskiej dziennikarki, która w stolicy Rosji mieszka i pracujące od wielu lat. Miałam za sobą doświadczenia uroczystych spotkań z Polakami z Wileńszczyzny, Białorusi, Łotwy, Ukrainy, a nawet Smoleńska. Zawsze występowali w pięknych ludowych strojach, roztańczeni i rozśpiewani. To oni wykreowali moje wyobrażenie na temat Polaków, których spotkam w Moskwie. Rzeczywistość okazała się nieco inna. 
 
Okazją do poznania osób polskiego pochodzenia mieszkających w Moskwie był tłusty czwartek (który zorganizowano w... sobotę) połączony ze wspólnym czytaniem wierszy Jana Brzechwy. W całej Rosji obchodzono w tym czasie Maslenicę, czyli tydzień poprzedzający Wielki Post. Świąteczną atmosferę odczuwało się także w Domu Polskim, którego członkowie zebrali się w domu pielgrzyma przy katolickiej katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w Moskwie. Nie było jednak ludowych tańców ani polskich pieśni patriotycznych w wykonaniu ślicznych i młodych rodaczek. I tutaj pierwsze moje zaskoczenie. Przecież nie tak wyglądają imprezy z Polakami ze Wschodu, które widziałam do tej pory. 

Syryjczycy chcą pokoju

Wróciłeś właśnie z Bliskiego Wschodu. Twojej wyprawie towarzyszyło hasło: „Miał dość propagandy medialnej – pojechał więc do Syrii zobaczyć jak tam jest.” Skąd to wcześniejsze przekonanie, że treści płynące z przekazów medialnych były propagandą? 

Wojciech Kempa: - Większość informacji, które do nas docierają, to tak naprawdę propagandowe wrzutki w rodzaju: „rosyjskie lotnictwo zbombardowało budynek cywilny” albo „od amerykańskiej rakiety zginęli cywile”. Te teksty z reguły wiele mówią o sympatiach, czy raczej antypatiach, piszących, za to niewiele o tym, co naprawdę dzieje się w Syrii. Brakuje pogłębionych analiz. Zamiast nich mamy pyskówki i przerzucanie się argumentami, przeważnie nie popartymi pogłębioną wiedzą, a wyłącznie emocjami. Do tego na miejscu niemal nie ma zagranicznych dziennikarzy, więc materiały ilustracyjne, w tym w szczególności filmowe, to w większości ustawki, zainscenizowane sceny, nagrywane nierzadko daleko od Syrii. Później różni internauci „odkrywają”, że jakiś chłopczyk szósty czy siódmy raz był „ratowany” z płonącego budynku. Wszystko to potęguje chaos informacyjny.

Podręczników historii nie zmienimy

Czy Rosja chce napaść na Polskę?
  
Jurij Bondarenko: - Ależ po co? Pewnie, że nie. To jest głupota, która mogła się zrodzić tylko w niezdrowych umysłach POPiS-u. Proszę włączyć zdrowy chłopski rozum! Po jaką cholerę mielibyśmy na was napadać? Dla tych odkrytych ogromnych złóż diamentów, ropy, gazu? [śmiech]. Po co napadać, żeby co? Napaść tylko po to, żeby napaść? A może napaść, by mieć potem na głowie prawie 40 milionów ludzi, którzy cię nienawidzą? Przecież to jest idiotyzm.

Nie tylko w Polsce, ale w innych krajach Zachodu także straszy się Rosją.
 
- Że niby chcemy do Europy? A po co napadać na Europę, skoro płacą za gaz i ropę? Sprzedają nam Audi, Volkswageny, a nawet wybudowali u nas swoje fabryki... 


środa, 12 kwietnia 2017

Dyplomacja na dwóch kółkach

Artykuł ukazał się w kwartalniku Opcja na Prawo, Nr 3/144, lipiec 2016 r.

Rajd "Drogi Zwycięstwa" w Warszawie (2016 rok),
w tle Most Poniatowskiego [fot.A.Piwar]
Jeden z czołowych działaczy chrześcijańskich Rosji. Tymi słowami opisano lidera motocyklowego klubu Nocne Wilki na łamach angielskojęzycznego portalu russia-insider.com, w artykule pt. „Russia's Coolest Christian”. Przyjaciel Putina, Aleksander Załdostanow ps. „Chirurg” chrześcijańskim wojownikiem? W tym szaleństwie jest metoda!

Na temat Nocnych Wilków w polskojęzycznych mediach napisano już wiele. Niemal wszystko na jedną nutę. Główny „zarzut” to oczywiście przyjaźń z prezydentem Federacji Rosyjskiej. Do tego dochodzą oskarżenia o udział w aneksji Krymu oraz pretensje za upamiętnianie żołnierzy Armii Czerwonej i promowanie radzieckiej symboliki. I to wszystko jest prawdą. Jednak z punktu widzenia rosyjskiego patrioty żadne z tych działań nie klasyfikuje się jako naganne. Wystarczy pojąć jedną podstawową zasadę: w rosyjskiej szkole lekcja historii różni się od naszej. Czy wobec tego, mamy prawo oskarżać i pouczać tych młodych ludzi oraz robić im jakieś wyrzuty? 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Z Kaczyńskim mogę porozmawiać o Dostojewskim

Wywiad z Leonidem Swiridowem, dziennikarzem i komentator agencji informacyjnej „Rossija Siegodnia” 
 
Jak długo przebywał pan w Polsce jako korespondent?
 
- W Polsce po raz pierwszy byłem akredytowany w 1997 roku jako dziennikarz telewizji rosyjskiej, kanał Rossija. Pracowałem wtedy w Czechach i relacjonowałem wydarzenia z dwunastu krajów, w tym z Polski. Trwało to do 2003 roku, czyli do czasu zamknięcia biura RIA Novosti w Pradze, bo w międzyczasie zmieniłem telewizję na agencję informacyjną RIA Novosti. W Warszawie pracowałem na stałe od czerwca 2003 roku już jako dziennikarz rosyjskiej agencji informacyjnej RIA Novosti.


Dlaczego pod koniec 2015 roku został Pan wydalony z Polski?
 
- Właściwie to sam wyjechałem. Zdecydowałem się na to, ponieważ decyzją administracyjną wydaną przez Urząd ds. Cudzoziemców zostałem uznany za rzeczywiste i poważne zagrożenie, po tym jak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego uznała mnie za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. 


Przezwyciężyć złe myślenie o Wschodzie


Z czym kojarzy się panu Polska?
 
Dmitrij Babicz: - Można powiedzieć, że Polska kojarzy mi się z nadzieją. Był taki czas, kiedy nieco pesymistycznie patrzyłem na Rosję i jej perspektywy. I kiedy zobaczyłem Polskę, to uświadomiłem sobie, że nawet jeżeli wszyscy tutaj [w Rosji - przyp. red.] umrą, to zostanie kraj, gdzie będą mieszkać ludzie takiego samego typu antropologicznego... Ludzie, którzy będą mnie rozumieli, którzy posługują się podobnym językiem, którzy mają nawet podobne upodobania kulinarne, i wreszcie taki sam pogląd na dobro i zło. Kiedy poznałem Polskę, to tak jakby otworzyła się druga pamięć. Wyobraźcie sobie komputer – boicie się stracić wszystkie dane, ale okazuje się, że jest druga pamięć, tak samo wielka, jak pierwsza.

czwartek, 16 marca 2017

Tydzień w Moskwie

Mam świadomość, że w pewnych kręgach za ten wyczyn łatka „ruskiego agenta” przylgnie do mnie na całego. Wiem też, że jeśli napiszę cokolwiek pozytywnego o Rosji i Rosjanach, znajdą się zarozumialce, którzy powiedzą że jestem naiwna, bo dałam się „Ruskim” zmanipulować. Być może pojawią się również impertynenci, którzy wysuną oskarżenia, że produkuję „ruską propagandę”, za co pobieram pensję w rublach od samego Putina. Mimo to, wybrałam się do Moskwy. Potrzeba na taki wyjazd zrodziła się z buntu. Nie godzę się na to, że w moim państwie ktoś rozpowszechnia teorie podszyte paranoją. Lubię trudne wyzwania, więc postanowiłam rozprawić się z tym szaleństwem.

niedziela, 19 lutego 2017

Wspomnienia o Komandorze

Coś ty Polsce zrobił, Komandorze 


Był środek zimy 2015 roku. Dzwoni telefon. - Wiktor Węgrzyn mówi. Sam Komandor Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego zaprasza mnie na kawę. Sprawa dotyczyła tych z dziedziny polityczno-kampanijnych. Usłyszał o mnie na jednym ze spotkań. Poprosił, abyśmy działali razem. Komandorowi nie potrafiłam – i nie chciałam – odmówić. Już za życia był legendą. 
 
Wiktor Węgrzyn zadumany, 2015 rok
Kilka razy spotkaliśmy się wcześniej przy okazji różnych wydarzeń patriotycznych. Jako dziennikarka przyszłam nawet kiedyś przed Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie, by zrelacjonować start Rajdu Katyńskiego. Komandor udzielił mi wtedy krótkiej wypowiedzi do mikrofonu. Jednak Wiktor chyba mnie nie pamiętał. I wcale mu się nie dziwię. Sama mam słabą pamięć do ludzi, szczególnie jeśli na swej drodze spotyka się ich coraz więcej. W świadomości Wiktora nasza znajomość zaczęła się więc przed dwoma laty, podczas zimowego wieczoru w jednaj z kawiarni na warszawskiej Starówce. I choć naszemu pierwszemu spotkaniu towarzyszyło polityczne tło, szybko przeszliśmy do spraw wyższych. Tych naprawdę ważnych, przy których wszelka polityka jest tylko uwierającym dodatkiem.

Jaki był...

sobota, 18 lutego 2017

Wiktor pragnął pokoju z sąsiadami…

Rozmowa z Jackiem Kawczyńskim z Chicago,
przyjacielem śp. Wiktora Węgrzyna
 
17 stycznia br. zmarł Wiktor Węgrzyn, twórca i komandor Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Więź między Wami była niezwykła – wiem, ponieważ Wiktor lubił Ciebie wspominać. Łączyła Was nie tylko przyjaźń, ale i pasja. Jak to się wszystko zaczęło?
 
- Muszę się cofnąć do początku lat 70. ubiegłego stulecia. Był rok 1974, a więc ileś tam miesięcy od przylotu do USA – ja przyleciałem w marcu, a Wiktor w maju – jak widzisz, zamierzchłe czasy. Moja narzeczona, a późniejsza żona – Barbara, zasugerowała pójście na spotkanie kilku młodych ludzi, o którym dowiedziała się od koleżanki. Poszliśmy na to spotkanie. Właśnie wtedy poznałem Wiktora i uścisnąłem mu rękę przy powitaniu. Jak się okazało, było to spotkanie połączone z dyskusją w sprawie założenia nowej grupy Związku Narodowego Polskiego (ZNP). Moją wówczas pasją był sport, uściślając – lekkoatletyka, więc siedziałem skromnie, cicho nie włączając się do dyskusji. Pamiętam, że część grupy była za przyjęciem nazwy Pokolenie 68, a część za Pokolenie. Wiem, że Wiktor wraz z kilkoma osobami był za tą pierwszą nazwą, reszta była przeciwna, widoczne ze strachu. Nie wiedząc nawet o co w tym wszystkim chodzi, też byłem za Pokolenie 68, przegłosowali na Pokolenie. Właśnie tak zaczęła się nasza przyjaźń z Wiktorem. Pierwsze spotkanie dało początek relacji, która w niezmienionej formie pozostała na zawsze. Zawsze byliśmy razem tam, gdzie inni – z rożnych względów – kapitulowali, szli na tzw. łatwiznę lub po prostu się bali. 


piątek, 10 lutego 2017

Rozpoczynam współpracę z Bartłomiejem Misiewiczem ;-) [a przynajmniej taką mam nadzieję]

Niemal wszyscy uwzięli się na Bartłomieja Misiewicza, tymczasem ja postanowiłam rozpocząć z nim współpracę. Zresztą p. Misiewicz sam mnie do tego zachęcił i nie widzę powodów, by z takiego zaproszenia nie skorzystać. Już wyjaśniam o jaką współpracę chodzi. Wczoraj media obiegła informacja, że rzecznik Antoniego Macierewicza uruchomił portal. Co prawda, p. Misiewicz zaczął od poważnej wpadki z pewną nieelegancką i najprawdopodobniej łamiącą czyjeś prawa autorskie manipulacją [SZCZEGÓŁY: http://www.wirtualnemedia.pl/…/bartlomiej-misiewicz-dezinfo…], jednak liczę, iż szybko swój błąd naprawi. [AKTUALIZACJA: już przeprosił].

czwartek, 9 lutego 2017

Diabeł postawił na show-biznes

     W skrócie wygląda to tak. Szatan wybiera sobie grupę ludzi, którzy dostają od niego zlecenie rozwalenia świata stworzonego przez Boga. Oni typują przyszłych profesorów, którzy mają skonstruować ideologie i przepchnąć je przez katedry światowych uniwersytetów. Następnie plan trzeba wdrożyć w życie. W grę wchodzi przekupienie polityków i urzędników, którzy przeforsują odpowiednie ustawy, oraz dziennikarzy i publicystów, którzy odpowiednio to opiszą. Na szarym końcu tego łańcucha jest wmówienie miliardom ludzi, że to, co szykują dla nich słudzy Lucyfera, jest właściwe. Wykonawcą tego zlecenia są ulubieńcy masowej publiczności: piękni, uśmiechnięci, bogaci i znani przez cały świat. Show-biznes, a wraz z nim aktorzy i aktorki, producenci filmowi, reżyserzy, muzycy, piosenkarze i piosenkarki oraz wszelkiej maści celebryci – to właśnie oni zamykają ostatni etap procesu prowadzącego wprost do upadku człowieka i naszej cywilizacji.


piątek, 27 stycznia 2017

„Ekstremizm islamski, to ISIS, Talibowie, Al-Kaida. Ekstremizm żydowski to jest syjonizm”. Wywiad z ajatollahem Mehdi Hadavi Tehrani

Ajatollah Mehdi Hadavi Tehrani (pierwszy od prawej)
W jakich okolicznościach historycznych powstał rozdział na szyitów i sunnitów?

Mehdi Hadavi Tehrani: Historia szyitów i sunnitów pochodzi z czasów Proroka Muhammada(1) [saws(2)]. W świętej księdze Koranu jest zapisane, że Bóg nakazał aby ludzie podążali za rodziną Proroka Muhammada i żyli według ich reguł. Jeszcze przed swoją śmiercią Prorok Muhammad kilkukrotnie wskazał imama Alego [as(3)] na swojego następcę. I ten podział na dwie grupy – szyitów i sunnitów – zaczął się właśnie od śmierci Proroka. Część ludzi nie chciała zaakceptować imama Alego, jako kalifa i następce Proroka Muhammada i nie poszła za nakazem Proroka próbując go zmienić. Przez ten konflikt nastąpił podział i rozpoczęły się w islamie dwie drogi – szyicka i sunnicka.

Dlaczego niektórzy wyznawcy islamu nie chcieli zaakceptować nowego kalifa?

Ponieważ chcieli mieć władzę w swoich rękach. Poza tym, w
śród ludzi, którzy zaczęli wyznawać islam – który był dopiero młodą religią – większość była arabami. W kulturze i tradycji arabskiej osoby starsze mają większe poważanie i mają wyższą pozycję w hierarchii społeczeństwa. Imam Ali w chwili śmierci Proroka, miał dopiero 33 lata. Pierwszym kalifem sunnitów został więc osiemdziesięcioletni Abu Bakr, gdyż z racji swojego wieku był bardziej poważany niż młody imam Ali. Dlatego większość ludzi podążyła za nim, a tylko mała grupka pozostała przy tych początkowych naukach Proroka i nakazach co do sukcesji po nim.

wtorek, 17 stycznia 2017

Wiktor Węgrzyn odszedł do Domu Ojca

Zmarł Wiktor Węgrzyn. Twórca i Komandor Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego odszedł dziś po wielomiesięcznej walce z ciężką chorobą. Był otoczony kochającą Rodziną. Z Wiktorem zaprzyjaźniłam się na początku 2015 roku. Od tamtej pory niemal codziennie rozmawialiśmy... w kawiarni, przez telefon, za pośrednictwem aplikacji internetowych. Rozmawialiśmy o Polsce, historii i Rajdzie Katyńskim. Wiktor opowiadał mi o idei Dzieła swojego życia. Dzielił się ze mną przemyśleniami, marzeniami, troskami. I wreszcie... zaryzykował i zabrał mnie za sobą na Rajd Katyński. Taki wyjazd proponował mi od pierwszego naszego spotkania w kawiarni na warszawskiej Starówce, jakby już po kilku chwilach rozmowy dostrzegł, że jeśli pojadę z nim na Rajd Katyński, to zakocham się w Jego Dziele. I tak też się stało. Moją fascynację Rajdem Katyńskim przelałam na papier (artykuły, reportaże, wywiady) i ekran - zrealizowałam dwa filmy dokumentalne. Dziękuję Ci, Drogi Przyjacielu, że uwierzyłeś we mnie jak nikt inny na tym świecie! To Ty mnie odkryłeś. To Ty uświadomiłeś mi, że jeśli nie ma w czymś pasji i miłości do Ojczyzny, to nie warto się tym zajmować. Tak wiele Ci zawdzięczam. Spoczywaj w pokoju...