niedziela, 24 listopada 2019

Z cyklu: VIAGRA na koszt polskiego podatnika!

Pamiętacie „agenta Tomka” - Tomasza K. (zdj. po lewej), funkcjonariusza CBA, późniejszego posła i celebrytę, który na polecenie przełożonych kłamał i uwodził kobiety? W nagrodę za swoje haniebne czyny przez lata żył jak 'pączek w maśle', a jego przełożeni nie ponieśli żadnych konsekwencji. Coś jednak w tej kwestii drgnęło, gdyż słynny 'lowelas do wynajęcia' usłyszał właśnie zarzuty (być może chodzi o przykrycie innych afer, np. jak to wpływowy polityk PiS uprawiał seks z nieletnią w ukraińskim burdelu na Podkarpaciu).

To niesamowite, że media jarały się i nadal jarają „agentem Tomkiem”, podczas gdy milczą w znacznie poważniejszej sprawie. Mowa o agencie Jacku Spyrce (zdj. po prawej) - dotarłam do źródeł, z których wyraźnie wynika, że jest on na tyle niebezpieczny, że za głośnie mówienie o tym co zrobił można stracić życie. Spyrka na polecenie przełożonych stał się „kandydatem na męża” kobiety, która uratowała Polskie Linie Lotnicze LOT przed wrogim przejęciem przez zagraniczne mafie (w tle przewija się afera Amber Gold). Prawdopodobnie chodziło o to, aby w kacie zemsty zniszczyć życie Joanny Modzelewskiej za jej bohaterską i bezkompromisową postawę. Jednak z racji inteligencji Modzelewskiej i jej zaradności - wszak uratowała LOT - nie tylko o zemstę mogło tutaj chodzić, ale wręcz przeciągnięcie Pani mecenas na swoją stronę (tj. bandyckich mafii rządzących Polską). Na szczęście Modzelewska nie dała się zwerbować do mafii. Niestety doznała od państwa polskiego niewyobrażalnych krzywd, za które nikt jej nie przeprosił i nikt nie poniósł konsekwencji.

"Ruska agentura" w szeregach ABW?

Właśnie do mnie dotarło, że #ABW w brawurowy sposób przyczyniła się do zacieśnienia polsko-rosyjskich relacji. Wręcz ośmielę się przyjąć takie założenie, że być może w szeregach ABW jest zainstalowana "ruska agentura", gdyż tak genialna akcja wymaga pracy zespołowej w międzynarodowym składzie. W całej operacji posłużono się dwójką niewinnych dziennikarzy, czyli Leonidem Swiridowem (Rosja) i mną (Polska). 

Kiedy Swiridow mieszkał i pracował w Warszawie (przez kilkanaście lat) w ogóle nie wiedziałam o jego istnieniu. Jesteśmy ze skrajnie różnych światów. Leonid obracał się w kręgach lewicowych, bywał na salonach, itp., zaś ode mnie na prawo to już tylko ściana i nigdy nie wychodziłam poza niszowe środowiska. Nawet gdyby wtedy ktoś nas ze sobą poznał, to wielce prawdopodobne, że nie złapalibyśmy wspólnego języka. Lonia lubi demokrację, interesuje się tzw. prawami człowieka (w rozumieniu europejskim); ja wprost przeciwnie - marzy mi się władza hierarchiczna (monarchia, dyktatura) i przywrócenie kary śmierci. Nasze drogi skrzyżowały się dopiero wtedy, kiedy ABW doprowadziła do tego, że Swiridow musiał opuścić nasz kraj (nie wierzcie kłamstwom powielanym w polskojęzycznych mediach - Swiridow nigdy nie został wyrzucony za szpiegostwo, powody były zupełnie inne). Przez akcję ABW pokrzywdzony Lonia sporo wycierpiał, bo jak każdy porządny człowiek ma swoją wrażliwość. Ostatecznie jednak wynikło z tego dużo dobrego dla relacji polsko-rosyjskich (cierpliwości, owoce dojrzewają). Już wyjaśniam dlaczego. Kiedy w Polsce antyrosyjska histeria rozkwitła na całego, we mnie narodziła się naturalna potrzeba stawienia temu czoła (pomogła Ukraińska Służba Bezpieczeństwa, której 'ktoś' polecił mnie "ukarać" - szczegóły w książce: Widziane z Moskwy). 

piątek, 15 listopada 2019

Azja jest znacznie ważniejsza niż Europa

Wywiad z Fiodorem Łukjanowem, redaktorem naczelnym pisma „Russia in global affaires”, Przewodniczącym Rady Prezydium Polityki Zagranicznej i Obronnej Rosji.
 
Jak z perspektywy dwudziestu lat rządów Władimira Putina ocenia Pan pozycję Rosji na arenie międzynarodowej?

F. Łukjanow: - W ciągu tych dwudziestu lat rządów Putina pozycja Rosji zmieniała się wielokrotnie, dlatego trudno ocenić ją jednoznacznie. Jeśli przyjrzymy się tym kilku kadencjom, to – mimo tego, że u steru stał Putin – wszystkie one różnią się od siebie. Można powiedzieć, że teraz mamy już piątego Putina, oczywiście włączając okres prezydentury Miedwiediewa. Dlatego szczegółowa analiza tych zmian, choć niezwykle interesująca, jest jednak zbyt obszerna, by streścić ją w kilku zdaniach. Mówiąc najogólniej, rządy Putina w zakresie polityki zagranicznej dzielą się na dwa etapy. Pierwszy przypada na lata 2000-2015.

W tym okresie kierunki polityki Putina i jego poglądy na to, jak Rosja powinna postępować i działać, ewoluowały. Był to etap, w którym Putin realizował zadanie, które sam sformułował na początku swojej prezydentury. Ostatniego dnia 1999 roku opublikowano artykuł Putina, w którym napisał o zagrożeniu utraty pozycji Rosji na arenie międzynarodowej. Zadanie, by do tego nie dopuścić, było konsekwentnie realizowane do 2015 roku. Dlaczego akurat do 2015 roku? Ponieważ operacja w Syrii rozpoczęła nowy etap. Rosja powróciła na arenę międzynarodową w charakterze nie regionalnego, lecz globalnego gracza. Putin przez te 15 lat próbował różnych metod. Zaczynał od opcji orientacji na zachód, bo miał nadzieję, że w ten sposób wzmocni pozycję Rosji. Nie udało się. Potem orientacja stopniowo się zmieniała. Byliśmy świadkami wielu trudnych momentów i dramatów. Najtrudniejsza była sytuacja z Ukrainą. To moment historyczny i tragiczny, którego konsekwencje będą długoterminowe. Niemniej jednak zadanie, by przywrócić Rosję do grona wiodących światowych graczy, zostało zrealizowane. Tylko co dalej? Do jakiego świata Rosja wróciła jako światowy gracz? Sytuacja międzynarodowa kardynalnie się zmieniła. Wszystko to, czego oczekiwano po zakończeniu zimnej wojny, nie sprawdziło się. Teraz wytworzy się jakiś nowy system. Rosja musi się zastanowić, jak zaistnieć w budowie tego nowego systemu oraz odpowiedzieć sobie na pytanie, czego właściwie chce? Jaki system jest dla nas najkorzystniejszy? Mając na uwadze, że równolegle rozpoczyna się okres zmian w samej Rosji, musimy spróbować zharmonizować je z tymi, które zachodzą na arenie międzynarodowej.

niedziela, 3 listopada 2019

Niezłomny Iran

Kiedy przed dwoma laty byłam w Iranie, moją uwagę przykuły murale z wizerunkami irańskich żołnierzy, zdobiące budynki w Teheranie. Zapytałam o ich znaczenie. Wyjaśniono mi, że to szahidzi – męczennicy polegli w czasie wojny iracko-irańskiej (1980-1988). Pamięć o nich jest w Iranie szczególnie pielęgnowania i czczona. Czy współczesny człowiek Zachodu, który czci bożka sukcesu, może zrozumieć myślenie które docenia ofiarę z krwi...?
 
Skąd w narodzie irańskim taka postawa? Do odpowiedzi na to pytanie przybliżyło mnie kilka wydarzeń w których uczestniczyłam: Aszura – największe święto szyitów w roku (szyizm to nurt islamu dominujący w Iranie), sztuka w wykonaniu grupy teatralno-muzycznej „Hoomehr” oraz inauguracja obchodów Tygodnia Świętej Obrony.

piątek, 1 listopada 2019

Biografia Józefa Karola Nowaka - Górala z Żywiecczyzny, który ukształtował moje życie...

W 2013 roku we Wszystkich Świetnych (1 listopada) zmarł Józef Karol Nowak, prywatnie mój śp. Dziadek. W szóstą rocznicę Jego śmierci szczególnie wspominam wspaniałe lata, kiedy mogłam garściami czerpać wiedzę, mądrość i doświadczenie jakie mi przekazywał. To kim jestem dzisiaj, w największym stopniu zawdzięczam mojemu Dziadkowi. Jego życiorys i postawa pozostają dla mnie niedoścignionym wzorem... Spisana biografia pochodzi ze strony Towarzystwa Miłośników Ziemi Żywieckiej.

czwartek, 31 października 2019

Co ostatecznie zrozumiałam w Abchazji?

Pod koniec września gościłam na Festiwalu Współczesnego Dziennikarstwa w Soczi. Cykliczną imprezę organizuje Związek Dziennikarzy Rosji. Tegoroczna edycja różniła się od poprzednich, gdyż do tysiąca dwustu rosyjskich żurnalistów dołączyła garstka przedstawicieli tego zawodu zza granicy. 
 
Z racji napisania książki „Widziane z Moskwy i nie tylko” (oraz – być może – mojego miłego usposobienia) zaproszenie trafiło również do mnie. Podczas panelu „Rola mediów w kształtowaniu stosunków polsko-rosyjskich. Klimat może być lepszy” mówiłam m.in. o tym, że pomysł na książkę – na łamach której podjęłam dialog z Rosjanami – zrodził się z buntu wobec chorej i szkodliwej rusofobii oraz potrzeby serca. Wyjaśniłam, że gdybym żyła w czasach Układu Warszawskiego – czyli wtedy, kiedy na linii Warszawa-Moskwa było oficjalne (i, bądź co bądź, wymuszone) słodkie buzi-buzi – to wówczas, również w ramach buntu, takiej książki z pewnością bym nie napisała. Po prostu uważam, że koniunkturalizm dziennikarzom nie przystoi.

poniedziałek, 16 września 2019

Ustawa 447 zrobi z Polski drugą Palestynę?


Cóż za chichot historii. Polacy nie poznaliby prawdy o tym, że Żydzi z pomocą Amerykanów chcą obrabować – a właściwie przejąć – nasz kraj, gdyby nie wynalazki amerykańskich Żydów. O żydowskim spisku wiemy bowiem głównie z Internetu, w tym z Facebooka. Twórcą koncepcji Internetu był amerykański informatyk polsko-żydowskiego pochodzenia Paul Baran (1926-2011), a głównym twórcą największego na świecie serwisu społecznościowego Facebook jest Mark Zuckerberg, przedsiębiorca urodzony w żydowsko-amerykańskiej rodzinie.

Rzetelnych informacji na temat żydowskich roszczeń darmo szukać w większości czasopism, radiu czy telewizji. Media głównego nurtu milczą jak zaklęte, a jeśli już coś powiedzą (wszak tematu numer jeden wśród Polaków nie da się ukrywać w nieskończoność), to jedynie to, że właściwie problem nie istnieje. Czasem rzucą też obelgami skierowanymi w tych, którzy sprawę ofiarnie nagłaśniają. Najczęściej spotykanym argumentem przeciwko Polakom, którzy nagłaśniają problem związany z ustawą 447, jest sugestia jakoby działali z polecenia Kremla (sic!).