sobota, 2 czerwca 2018

Reportaż z kraju barbarzyńców

Aurora – rosyjski okręt klasy krążownik, z początku XX wieku,
spopularyzowany jako symbol rewolucji październikowej w Rosji.
Obecnie okręt muzeum w Petersburgu (Rosja).
Zgodnie z oficjalną narracją Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wszystko wskazuje na to, że biorę czynny udział w tzw. „wojnie hybrydowej” prowadzonej przez Kreml przeciwko Polsce. Co prawda „smutni panowie” jeszcze po mnie nie przyszli (póki co, był tylko jeden „wesoły” na zwiadach), ale ABW prewencyjnie puszcza w eter sygnał ostrzegawczy: siedzieć cicho, albo wszystkich was zamkniemy!  
 
Zaraz, zaraz... W tytule zapowiedziałam, że miało być o kraju barbarzyńców, a ja zaczynam od polskich (?) służb. Wróć! 7 maja AD 2018, a więc w dniu zaprzysiężenia na kolejną kadencję Władimira Putina, wraz z grupą polskich dziennikarzy pojechałam do tej strasznej Rosji. Na tym jednak moja wina się nie kończy. Ośmieliłam się przyjąć zaproszenie od „PR-owej maszyny Kremla” (określenie użyte przez propagandystów PiS, sprzedających swoje usługi na łamach portalu wPolityce.pl), czyli Fundacji Wspierania Dyplomacji Publicznej im. Aleksandra Gorczakowa. 

Był to oficjalny wyjazd prasowy zorganizowany przez Rosjan, z którymi przecież – jakby nie patrzeć – Polska utrzymuje oficjalne stosunki dyplomatyczne, tj. ambasady i konsulaty normalnie funkcjonują po obu stronach. W prawie polskim takie wyjazdy nie są zakazane, no to pojechałam. W sumie osiem dni, po cztery na Moskwę i Petersburg. W ostatnich latach byłam w Rosji kilka razy, a wspomniane miasta zwiedzałam już wcześniej, więc większego zaskoczenia nie było. No może poza jednym wyjątkiem...

9 Maja

W tym roku miałam okazję zobaczyć na żywo przebieg procesji „Nieśmiertelny Pułk”, z okazji przypadającego 9 maja Dnia Zwycięstwa. Wydarzenie – które upamiętnia zakończenie II wojny światowej i pokonanie Hitlera – polega na marszu w kolumnie z portretami swoich przodków, którzy walczyli na froncie. Pomysł na akcję zrodził się w 2012 roku w Tomsku i z każdym kolejnym rokiem zyskuje na popularności. Według oficjalnych informacji marsz jest inicjatywą obywatelską.


Nigdy wcześniej nie widziałam tak licznej manifestacji. W „Nieśmiertelnym Pułku” maszerowało kilka pokoleń. Krok w krok, ramię w ramię: kombatanci poruszający się o lasce, dorośli w kwiecie wieku, nastolatkowie, dzieciaki, a nawet niemowlaki w wózkach. Tylko ulicami samej Moskwy przeszło oficjalnie ponad milion osób. Podobne marsze w tym samym czasie odbywały się też w wielu innych miastach. Jednak to nie wielkość i rozmach świadczą o wyjątkowości zgromadzenia. Można powiedzieć, że na swój sposób przeżyłam szok. Otóż pierwszy raz w życiu zobaczyłam manifestację, podczas której nikt nie występował przeciwko komukolwiek. Żadnej agresji; żadnych haseł podżegających do nienawiści; żadnych złowieszczych okrzyków; nikt nikogo nie obrażał. Dziwne, prawda?

Odniosłam wrażenie, że uczestnicy „Nieśmiertelnego Pułku” po prostu cieszyli się z pokoju. Taką atmosferą podzieliłam się na portalu społecznościowym, wrzucając krótkie nagrania filmowe prosto z Moskwy. Sądząc po niektórych reakcjach, „zbrodnią” polskiej dziennikarski okazało się być entuzjastyczne podejście do faktu, że napotkani na marszu Rosjanie wzbudzili pozytywne odczucia (nie mogło być inaczej, jeśli widzę radosnych i spokojnych ludzi celebrujących pokój). 

Do ataku ruszył Marian Piłka, były poseł na Sejm RP (...iluś tam kadencji). „To święto rosyjskie, a nie polskie. Dla Polski 9 maja to czas aresztowań polskich patriotów” – oznajmił w komentarzu pod moim postem były (?) polityk. Jest to typowa reakcja zacietrzewionych ignorantów, którzy nie odrobili podstawowej lekcji z historii. Otóż niezaprzeczalnym faktem jest, że Rosjanie zdobywali Berlin razem z... Polakami. Co się zaś tyczy „aresztowań polskich patriotów” – z czym przecież nigdy nie polemizowałam – sprawiedliwiej byłoby dodać, że podobny los spotkał w ZSRR niezliczoną ilość Rosjan, także tych, którzy powrócili z frontu do ojczyzny. 

Kreml, Moskwa
W rozwiniętej dyskusji Marian Piłka stawiał pod moim adresem bardzo dziwne zarzuty. Coś w stylu, że jako dziennikarka nie mam prawa wyrażać emocji, ale jeśli już mi się wymsknęło, to powinny być to „emocje polskie”, a nie „emocje rosyjskie”. Mea culpa! Przyznaję, muszę mieć chyba jakieś poważne braki w wykształceniu, skoro nie poznałam tajników rozróżnienia na narodowość stanu emocjonalnego wynikającego z faktu, że uczestniczyłam w manifestacji, na której nie doświadczyłam grama nienawiści. 

Kreml, Moskwa
Każdy mój dziennikarski wyjazd do Rosji kończy się podobnymi reakcjami w Polsce. Trochę już jestem zmęczona przypominaniem najważniejszych faktów, ale przytaczania podstawowych oczywistości nigdy dość. Rosja to nie ZSRR. Socjalizm wymyślili niemieccy Żydzi. Rewolucję bolszewicką sfinansowały zachodnie banki. Pierwszą i najliczniejszą ofiarą komunizmu byli Rosjanie. To Rosjanie (a konkretnie Biała Armia) jako pierwsi stawili opór bolszewikom. A kiedy Biali przegrali, aparat Związku Sowieckiego obok Rosjan tworzyli głównie Żydzi, ale też i Gruzini, Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Łotysze i wiele innych narodowości. 


Tylko w samym Katyniu obok Polaków spoczywają dziesiątki tysięcy zamordowanych Rosjan. W tamtym systemie nie było litości dla nikogo, także dla rosyjskich patriotów, zwykłych Rosjan, rosyjskiej arystokracji i inteligencji, a nawet tych, którzy temu systemowi wiernie służyli. Oczywiście najlepsze zostawiłam na koniec wyliczanki. W 2016 roku prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin obwieścił publicznie, że przywódca rewolucji październikowej „podłożył bombę atomową pod gmach, który nazywa się Rosja”. Jak dodał, w ostatecznym rozrachunku idee Lenina doprowadziły do rozpadu Związku Radzieckiego.

Tymczasem dla „etatowego polskiego patrioty” – którego symbolem niech będzie dzisiaj Marian Piłka – historia (a co dopiero teraźniejszość) nie ma znaczenia. Zdaje się, że sensem egzystencji i działalności (?) takich ludzi jest walka (za pomocą klawiatury) z wyimaginowanym wrogiem. Oczywiście tym wrogiem jest współczesna Rosja (której jakże wielu nie odróżnia od ZSRR), a jeśli tego nie podzielasz, jesteś „zdrajcą” i/lub „agentem wpływu”. Ale dość o tym. Ciekawszy od niedouczonych i zakompleksionych „etatowych polskich patriotów” (nie mających na koncie jakichkolwiek realnych osiągnięć dla Polski), jest bowiem „rozmach” nadwiślańskiej bezpieki w walce z tymże wrogiem.

Widmo „wojny hybrydowej”

Podczas gdy z grupą towarzyszących mi dziennikarzy poznawaliśmy jeszcze lepiej Rosję i Rosjan – dzieląc się wrażeniami na portalach społecznościowych – 9 maja (przypadek?) rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn zaalarmował na Facebooku: „Kreml mobilizuje wykonawców, daje sygnał do rozpoczęcia i zakończenia wojen hybrydowych”. Po czym cytuje on fragmenty artykułu z „Przeglądu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ABW”, autorstwa Jolanty Darczewskiej (z wykształcenia pedagog). Z tekstu pt. „Środki aktywne jako rosyjska agresja hybrydowa w retrospekcji. Wybrane problemy” wyłania się następujące ostrzeżenie: „Intensywność i zakres działań przeciwko państwom NATO i UE nie ulegną zmniejszeniu. (…) Kryzysotwórcza rola rosyjskiego zagrożenia będzie wzrastać, a jego skuteczne odparcie będzie wymagało zwiększonej uwagi podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i obronność państw...”. 


Kreml, Moskwa
Artykuł pani pedagog stanowi... materiał szkoleniowy (sic!) dla kadry ABW. I czego się oni dowiadują? Wyjaśnia to m.in. dołączona przez Żaryna tabelka pt. „Współczesny aparat technologii hybrydowych”. Zamieszczona w kolumnach rozpiska ujawnia informacje, po których... Ojej, chyba żaden Polak nie będzie już mógł spokojnie zasnąć. Otóż Darczewska, a za nią Żaryn, dokonali epokowej dekonspiracji, a mianowicie ujawnili, że w ramach technologii hybrydowych (koordynowanych przez Kreml, a jakże) dokonuje się następujących przedsięwzięć organizacyjnych (wybrane fragmenty): akcje propagandowe prowadzone za pośrednictwem multimedialnych państwowych agencji informacyjnych (TV RT, Radio Sputnik, RIA Novosti); przedsięwzięcia realizowane za pośrednictwem oddziałów Rossodrużestwa [personel rządowej Agencji Współpracy z Rodakami], RONiK-ów (rosyjskie ośrodki nauki i kultury) przy ambasadach Federacji Rosyjskiej, innych organów władzy wykonawczej i ustawodawczej (np. Komisji do Spraw Obrony Suwerenności FR przy Radzie Federacji); organizowanie wydarzeń o charakterze naukowym i kulturalnym (konferencje, wystawy, rajdy pamięci, stypendia i kursy językowe). Jest też wzmianka o zakładaniu fabryk trolli. Wystraszyli się Państwo? Bo ja bardzo. Tylko jakoś nie Rosji, lecz tych amatorów, którzy podobno mają strzec naszego bezpieczeństwa.

Jaromir Łatuszyński, major rezerwy – specjalista ds. terroryzmu międzynarodowego, określił rewelacje udostępnione przez Żaryna jako „klasyczny turbo bełkot ujawniony już na starcie – w logice i stylistyce tytułu”. Jego zdaniem tytuł opracowania mógłby równie dobrze brzmieć: „Technologie hybrydowe, jako rosyjska agresja hybrydowa”... Per analogia: „Techniki piłkarskie, jako rosyjska gra w piłkę”. W tym kontekście Łatuszyński zwraca uwagę na konkretny fragment artykułu Darczewskiej: „(...) Środki aktywne, których nazwa jest obecnie zastępowana nazwą (terminem) technologie hybrydowe, były przedmiotem wnikliwych badań na Zachodzie w czasie zimnej wojny. Duże zasługi na tym polu miała międzyresortowa komisja do ich zwalczania przy Departamencie Stanu USA”. I dalej – podaje major za Darczewską – „(...) Dennis Kux podjął próbę stypologizowania tych instrumentów na białe, szare i czarne. Sprawstwo i odpowiedzialność za działania w strefie białej (działania jawne i legalne) i szarej (pod przykryciem) przypisał Kremlowi, a w czarnej (z wykorzystaniem wywiadowczych metod technicznych i osobowych) – KGB ...”. 

Następnie Łatuszyński przypomina, że Komitet Bezpieczeństwa Państwowego został rozwiązany w 1991 roku i podzielony na kilka samodzielnych formacji – przede wszystkim SWR, FSB. „Jak widać kadra ABW uczy się nadal, jak walczyć z duchem 'tarczy i miecza' KPZR ..., co wiele tłumaczy w kontekście efektywności działania na tym polu...” – kwituje specjalista ds. terroryzmu, dodając półżartobliwie, że stawia osiemnastoletniego Chiavasa temu, kto przedstawi racjonalne argumenty uzasadniające: Separowanie w „strefie białej i szarej” nie istniejącego „KGB” od „Kremla” (czyli władz FR, którym podlegają służby specjalne – SWR i FSB) – natomiast w „strefie czarnej” separujące obydwie formuły, ale na abarot.

Tymczasem ABW szaleje i nie odpuszcza...
 
Zaraz po naszym powrocie, i zaraz po tym jak udzieliłam portalowi wPolityce.pl wywiadu – w którym wyjaśniałam, że jako dziennikarze mamy przecież prawo poznawać sąsiedni kraj – bezpieka przystąpiła do kolejnych czystek wyrzucając z Polski obywateli Rosji pod pretekstem „działań hybrydowych”, odgrażając się jednocześnie, że już wkrótce dobiorą się też do obywateli Polski. 


W tych działaniach dostrzegłam pewną powtarzającą się prawidłowość. Kiedy jesienią ubiegłego roku wróciłam z podobnego wyjazdu, tym razem na Kaukaz, chwilę po publikacji mojego reportażu pt. „Raport z Czeczenii” napisał do mnie niejaki Marcin Mamoń. Chodzi o dziennikarza, który słynie z tego, że czeczeńskich morderców i terrorystów – takich jak Szamil Basajew czy Doku Umarow – uważa za pozytywnych bohaterów. Wielbicielowi zbrodniarzy nie spodobało się to, że pozytywnie oceniłam postawę Ahmata Kadyrowa, czeczeńskiego przywódcę, który zlikwidował terrorystów i doprowadził na Kaukazie do trwałego pokoju. Mamoń najpierw mnie obraził insynuacjami i oszczerstwami, a potem napisał wprost, że ma nadzieję, iż chłopcy z ABW zajmą się mną i moimi mocodawcami (do dziś zachodzę w głowę o kogo mogło mu chodzić).

Być może to zwykły przypadek, ale nazajutrz od tych pogróżek na wniosek ABW wydalono z Polski mojego znajomego prof. Dmitrija Karnauchowa, pod pretekstem – i tu niespodzianka – „wojny hybrydowej”. Według oficjalnych doniesień Rosjanin miał m.in. nawiązywać kontakty z... dziennikarzami (cóż za przewinienie!!!). A że jestem jedyną dziennikarką w Polsce, której prof. Karnauchow udzielił wywiadu, to śmiem przypuszczać, że nie był to zbieg okoliczności. Dodam, że pochodzący z Nowosybirska historyk opowiedział mi w wywiadzie o Syberii, podkreślając jak wiele dobrego Polacy zrobili dla tego regionu, ale też ukazując wydarzenia nieco szerzej niż przedstawia się to w polskiej martyrologii. Czyżby tej wolności słowa nie mogli darować w kraju nad Wisłą?

Kolacja z prawnuczką Marszałka


Teatr Bolszoj, Moskwa
Ale, ale... Przecież miało być o kraju barbarzyńców, a ja znowu zbaczam z tematu. Dopiero co wróciłam z Rosji, no to chyba już czas, by odnotować jakie atrakcje przygotowano dla nas w państwie Putina. Trochę się działo. Wraz towarzyszącymi mi dziennikarzami odwiedziliśmy w Moskwie siedzibę państwowego koncernu medialnego „Rosja Siegodnia”, po której zakamarkach zostaliśmy oprowadzeni przez rosyjskich kolegów po fachu z redakcji Sputnika. Zwiedzaliśmy też Kreml. Ponadto
zostaliśmy ugoszczeni w siedzibie Fundacji Gorczakowa, gdzie podjął nas dyrektor generalny Leonid Draczewski. Spotkaliśmy się także z przedstawicielami Rosyjsko-Polskiego Centrum Dialogu i Porozumienia. Na kolacje zapraszano do nas specjalnych gości, m.in. Ariadnę Rokossowską, prawnuczkę marszałka Konstantego Rokossowskiego.


Skarby Ermitażu, Pałac Zimowy, Petersburg
W Petersburgu spotkaliśmy się z przedstawicielami administracji obwodu leningradzkiego. Na miejscowym Uniwersytecie zorganizowano nam spotkanie ze studentami dziennikarstwa. W Marijskim Teatrze obejrzeliśmy spektakl „Mazepa”, do libretta według Puszkina. W blasku słońca pływaliśmy statkiem po Nowie. W Pałacu Zimowym podziwialiśmy arcydzieła zebrane w Ermitażu. Po mieście oprowadzał naszą grupę sympatyczny przewodnik biegle mówiący po polsku. Przyprowadził nas m.in. na Cmentarz Piskariowski – jedno z miejsc masowych pochówków w czasie blokady Leningradu, największy na świecie cmentarz ofiar II wojny światowej, cmentarz-muzeum. 

Z opowieści przewodnika dało się wyraźnie wyczuć jego niechęć do poprzedniego systemu. Wywnioskowałam to z kontekstu, kiedy wspomniał, że w Rosji mają żal do dowódców z czasów oblężenia Leningradu, za to, że nie troszczyli się oni o mieszkańców. Jak to określił: „traktowali ludzi po bolszewicku”. Ten sam przewodnik, kiedy mijaliśmy przy jednym z placów monument Lenina, dodał: „My pomników jednak nie burzymy, ponieważ jest to część naszej historii”. 

Agnieszka Piwar
Myśl Polska, nr 23-24 (3-10.06.2018)

15 komentarzy:

  1. Pani Agnieszko Szanowna.

    Bardzo dziękuję za artykuł.
    Serdecznie Panią pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam;Ładnie opisane.A najważniejsze że prawdziwie.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wściekłe ujadanie władz w Polsce na Rosję i represje wobec tych, co sterują przeciw tym ujadaniom, to jest ciągłe potwierdzanie ich mentalnego źródła leżącego w faszyźmie, Represje jest objawem służalczości wobec oligarchii USA i bezpośredni dowód na ich korupcję. Niestety zwykłym zjadaczom chleba takie niuanse są na razie obce, Dopiero, gdy skutki tej polityki będą widoczne, te niuanse mogą stać się ważnym znakiem rozpoznawczym. Gdyż ta polityka władz w Polsce popiera przygotowania do wojny w której zginie miliony Polaków – to jest prawdziwe znaczenie działań naszych władz. Te władze mają już na koncie ciężkie przestępstwa, które dotknęły tysiące Polaków. Jeśli wszyscy inni patrzą na to obojętnie, tylko dlatego, że ich samych jeszcze niewiele złego spotkało, konsekwencją będą jeszcze większe przestępstwa, których poszkodowanymi mogą być teraz ci obojętnie się przypatrujący.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żal, że prawdziwe dziennikarstwo jakie Pani reprezentuje zanika.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Agnieszko.
    Rozumiem po trochu pani punkt widzenia (rosyjski) oraz powody dla ktorych go pani probuje popularyzowac.
    Zdumiewa mnie jednak brak rzetelnosci oraz obiektywnosci w poruwnywaniu pracy sluzb Polski i Rosji.
    Naturalnym wytlumaczeniem tego faktu zdaje sie byc wniosek ze po prostu nie krytykuje pani osob ktore pani placa...
    Wiec nie rozumiem oburzenia ze sluzby w polsce interesuja sie sytuacja (wykonuja swoja prace).
    Ale jesli az tak zle sie czuje pani w naszym kraju. Porsze moze na jakis czas zamieszkac w np. czeczeni i tam zaczac pisac artykuly krytykujace Ahmata Kadyrowa a chwalace polska racje stanu.
    Podejzewam ze w bardzo krotkim czasie zbierze pani dosc materialu na fantastyczny artykul na ten temat.
    Chetnie przeczytam.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, pozostaje mi jedynie odrobinka satysfakcji, że moi anonimowi oponenci w swojej retoryce są kompletnie nijacy, tj. do znudzenia przewidywalni, banalni, pozbawieni błyskotliwości… Nie ukrywam jednak, że gdyby było wprost przeciwnie, to satysfakcji byłoby znacznie więcej - lubię wyzwania, przynajmniej miałabym z kim podyskutować, poprzekomarzać się, itp… A tak, czuję się niedoceniona faktem, że mój reportaż nie rozdrażnił (do tego stopnia, by sprowokować do napisania komentarza) nikogo, kto potrafiłby mi inteligentnie dowalić...

      Również pozdrawiam,
      Agnieszka Piwar

      Ps. Gratuluję Pani/Panu optymizmu. Fajnie byłoby wierzyć, że jest jakiś "nasz kraj" i mamy "służby Polski".

      Usuń
    2. Szanowna Pani Agnieszko.

      Ten anonim na który Pani raczyła odpowiedzieć, to dopiero takie "macanie" - na ile sobie "uny" tu u Pani mogą pozwolić.
      Właściwy atak dopiero nastąpi. Nie wątpię, że z pojedynczymi przypadkami da sobie Pani sama radę doskonale. Jednakże w obliczu masówki może Pani polec. Będą się starali Panią zamęczyć, zniechęcić, z sekcji komentarzy pod Pani artykułami zrobią szambo.

      Ale proszę trwać. Jak będzie trzeba, to skrzyknie się trochę uczciwych Polaków, np. na prawicy.net i pogonimy szechterowe "społeczeństwo obywatelskie"...

      P.S. Stoję po Pani stronie mimo tego, że prezentujemy fundamentalnie odmienne światopoglądy; Pani określiła się jako mocno wierząca katoliczka, jak jestem wręcz wrogiem wierzeń pochodzenia pustynnego. Ale będę Panią wspierał i popierał, bo przyświeca nam Dobro Wyższe, ponad podziałami.
      Tym Dobrem jest przyszłość Polski. Polskiej Polski. Nie "rzeczpospolitej przyjaciół". Nie żadnej "Nowej Judei". I nie natowskiemu jewroregionowi "Polin".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Pani Agnieszko.

    Nie napisalem komentarza zeby pani dowalic czy bawic sie w gry slowne. Nie te lata juz i nie ta pozycja zawodowa by miec czas na takie zabawy.

    Trafilem przypadkiem na pani artykul, przeczytalem go i skomentowalem kontekst. Jesli malo blyskotliwie to przepraszam ale takie odczucia wzbudzila pani we mnie tym co napisala.

    Analogia do czeczeni jest nieprzypadkowa, jestem ciekaw jakby oni zareagowali na tego typu dziennikarstwo. Prosze sie nad tym po prostu przez chwile zastanowic. :)

    tak, jestem optymista. i nasz kraj istnieje, Polska jest domem dla wielu roznych ideologi i kultur. to tylko ostatnie 50 lat bylismy zamknieci hermetycznie i tolernacja oraz umiejetnosc dyskusji nie ad persona podupadla...
    Jesli ma pani watpliwosci prosze porownac gdzie w 89 byla posla, rosja i ukraina a gdzie sa dzis.
    I zgadzam sie ze moglismy to robic lepij i nie stracic wielu szans ale wole dzis mieszkac w polsce niz na ukrainie czy w rosji.

    Pozdrawiam
    Aleksander

    P.s. Panie Kmiec manie przesladowcza da sie leczyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Aleksandrze,

      W tych dwóch krótkich wpisach wykazał Pan - jakże charakterystyczny dla środowiska o którym wspominam w reportażu - brak konsekwencji. Najpierw zarzuca mi Pan prorosyjski punk widzenia i sugeruje, że nie krytykuję osób, które mi płacą (co samo przez się oznacza, iż zarzucił mi Pan, że piszę za pieniądze od Rosjan), po czym dodaje, że nie pisał Pan tego, żeby mi dowalić. W takim razie jeśli nie "dowaleniem", to czym jest bezpodstawne i kłamliwe obrażanie niezależnej dziennikarki?

      Ps. Ma Pan jakiś dowód na rzekome płatności? Oczywiście, że nie ma Pan takiego dowodu. To jest właśnie poziom moich oponentów - zero argumentów, zero dowodów, zero merytorycznej treści, ale jadu, kłamliwych oskarżeń, frustracji i kompleksów aż nadto...

      Usuń
    2. @Anonimowy...

      "P.s. Panie Kmiec manie przesladowcza da sie leczyc."

      Nie wątpię, że tacy jak Wy Towarzyszu zarówno macie chęci jak i odpowiednie ośrodki do "leczenia" takich jak ja.
      Typu Guantanamo...

      P.S. Mnie wychowano w polskim domu wpajając takie "drobnostki", jak ta, że gdy prowadzę pisemną rozmowę z jakąś osobą, to jej zaimki piszę z wielkiej litery. Szczególnie gdy koresponduję z kobietą.

      Jedynie wyjątkowych szubrawców wyłączam spod tej reguły. Ścierwa, szczególnie "wybrane", nigdy nie zasłużą u mnie na taki awans.
      Wy, Towarzyszu, uparcie - "słodko" pisząc do Pani Agnieszki Piwar - unikacie tej kulturalnej, znamionującej uczciwych i dobrze wychowanych Ludzi maniery... Znamienne, Towarzyszu oficerze.

      P.S.2 Błędy ortograficzne w piśmiennictwie swym popełniacie, Towarzyszu. Kiepskie te przyśpieszone kursy języka polskiego. Oj, kiepskie...

      Usuń
  7. Pani Agnieszko,
    Tak, mozna to tak zrozumiec. nie mniej jednak chodzilo mi o wnioski wyciagane przez sluzby na podstawie tekstu. I nie chodzi mi o to ze uwazam ze pani za to pobiera wynagrodzenie od rosji. To nieistotne, chodzi o to ze piszac tekst ktory wychwala potencjalnego przeciwnika i krytykujac wlasny kraj tak wlasnie sluzby powinny sie zainteresowac. tylko tyle. Piszac niejako o sobie stawiam sie na miejscu sluzb... czy naprawde tak ciezko to zrozumiec? :)
    Prosze zauwazyc ze kontekst pani artykulu jest bardzo emocjonalny, i tak naprawde tylko dlatego pozwolilem sobie na rozpoczecie tej jak sie okazuje ciekawej dyskusji.
    Prosze sie tez tak nie nastraszac, ja nic do pani nie mam. Szanuje inny punk widzenia i nie potrzebuje pani przekonywac do swojego. ok? Natomiast interesuje mnie czy podziela pani moja opinie ze w czeczeni miala by pani taka sama wolnosc slowa. Bo na to pytanie nie chce mi pani odpowiedziec. Jesli pani poczula sie obrazona to bardzo przepraszam.

    p.s. zeby bylo jasne. nie pracuje dla zadnych sluzb. ani nie naleze do zadnej partii. Moja rodzine mordowali zarowno niemcy, rosjanie a takze sluzby prl-u. trzymam sie z dala od polityki.
    Wyciagam tylko wnioski na potstawie tego co pani pisze. i chodzi mi tylko o to ze skoro osoba postronna wyciaga taki wniosek i sie nat taka mozliwoscia zastanowi to tym bardziej ABW powinno. ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W którym miejscu skrytykowałam własny kraj? Bo chyba nie porówna Pan wytknięcia kompromitujących działań ABW (której zadaniem jest nas chronić, a nie odstawiać medialną szopkę) do krytyki własnego kraju?

      Jeśli chodzi Czeczenię – byłam i relacjonowałam. I wie Pan co, za moją wolność słowa, czyli za zdecydowaną krytykę zbrodniczych działań czeczeńskich terrorystów, jedyne pogróżki jakie otrzymałam, to te od... polskiego dziennikarza. I co Pan na to?

      Usuń
    2. Kogo rozumie Pani przez czeczenskiego terroryste?

      Usuń
    3. Na przykład Szamija Basajewa - Czeczeńca, który zorganizował atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie, w którym zginęły 334 osoby, a ok. 700 zostało rannych. Ten sam Basajew zorganizował śmiertelny zamach na Ahmata Kadyrowa, czeczeńskiego przywódcę, który doprowadził do trwałego pokoju na Kaukazie. Ten sam Basajew jest pozytywnym bohaterem w oczach polskiego dziennikarza, który po moim reportażu o Czeczeni bezczelnie mi się odgrażał (m.in. sugerując interwencję ABW).

      Usuń
    4. Rozumiem i potepiam wszelki terroryzm, ale przeciez nie da sie jednoznacznie powiedziec ze Kadyrow jest czysty jak lza. Przynajmniej dla mnie obaj sa zli. A juz napewno braklo by mi odwagi aby na podstawie tych dwoch osob dzielic wszystkich czeczencow na dobrych i zlych.

      I wie Pani co, przeczytalem jeszcze raz ten fragment o marszu weteranow. Moj odbior tego jest troche inny. Przyjaciolka mojej sp. babci zostala zgwalcona i zamordowana przez czerwonoarmistow podczas wyzwalania ich wioski. Ja patrzac na tych ludzi zastanawiam sie nad tym czy ktorys z tych mordercow przezyl i tam wtedy maszerowal.

      Dobry dziennikarz IMHO powinien byc obiektywny i pokorny, a niestety jest to rzadkosc w polsce.

      Nie bede komentowal zachowan innych bo po prostu nie znam ludzi ani ich historii.

      Pozdrawiam i zycze udanego wieczoru.

      P.s. tez studiowalem we wroclawiu 99-04 ale na PWr

      Usuń