piątek, 14 stycznia 2022

Bałkany na beczce prochu


Most w Kosowie
W grudniu A.D. 2021 odwiedziłam Kosowo, Bośnię i Hercegowinę oraz Serbię. Jako niezależna dziennikarka pojechałam wysłuchać Serbów. To wyjątkowe wyróżnienie dla Polki, wszak w pamięci mam bezwzględną propagandę powielaną w polskich mediach, jednoznacznie ukazującą stronę serbską w złym świetle.

Kiedy wybuchła wojna w Jugosławii byłam jeszcze dzieckiem. Kiedy NATO zrzucało bomby na serbskie miasta byłam nastolatką. Niewiele wtedy rozumiałam z geopolitycznych intryg, jednak instynktownie czułam jedno: to właśnie „niesienie demokracji” za pomocą natowskich bomb jest tu największą zbrodnią i nic tego okrucieństwa nie usprawiedliwia.

Minęły przeszło dwie dekady od tamtej interwencji zbrojnej. Zdania nie zmieniłam w ocenie podłości naszego, o zgrozo, sojusznika. Podczas rozmów z Serbami w najmniejszym stopniu nie dali mi oni odczuć (nawet po upojeniu rakiją), że mają jakiś żal do Polaków. Ale ja podskórnie czułam wstyd, wszak nie przypominam sobie, aby w Polsce były jakieś stanowcze protesty w związku z bombardowaniem [mordowaniem!] naszych południowych braci Słowian. Dlatego możliwość wysłuchania ich wersji – i przekazania tego dalej – potraktowałam jako okazję do zmycia pewnej hańby.

Serbowie nie próbowali się przede mną wybielać, nie opowiadali o sobie, że są krystaliczni i niewinni. Przez Jugosławię przetoczyła się straszna wojna, która niosła za sobą niewyobrażalne okrucieństwa. Złych czynów dopuścili się tam przedstawiciele wszystkich bałkańskich narodów i grup etnicznych.

Jednak największymi barbarzyńcami okazali się być „nosiciele demokracji” i „piewcy wolności” z Zachodu. Uknuli oni podłą intrygę, aby usprawiedliwić swoją zbrodnię przeciwko ludzkości. Z pomocą propagandowych środków masowego przekazu zrobili z Serbów bezwzględnych – i jedynych – zbrodniarzy. W ten sposób stworzyli sobie pretekst, by „uratować” przed nimi pozostałych mieszkańców Bałkanów. To podłe kłamstwo, które trwa do dziś, posłużyło do utorowania drogi, by bezczelnie wtargnąć tam ze swoimi wpływami i interesami. W 1999 roku z inicjatywy Stanów Zjednoczonych Sojusz Północnoatlantycki odpalił operację Allied Force. Oficjalny cel militarnej interwencji wymierzonej przeciwko Serbom? Wymuszenie procesu demokratyzacji w Jugosławii.

Zamknięci w gettach

Pierwszym punktem wyprawy było Kosowo. Jest to terytorium sporne ze stolicą w Prisztinie i państwo częściowo uznawane na arenie międzynarodowej, które ogłosiło swoją niepodległość 17 lutego 2008 roku. Władze w Belgradzie uważają Kosowo za prawną część terytorium Serbii, w czym mają poparcie niektórych państw, m.in. Rosji i Chin. De facto jest to teren okupowany przez Amerykanów, co potwierdzają liczne flagi Stanów Zjednoczonych, których widok przyprawiał mnie o mdłości.

Amerykanie dogadali się z Albańczykami, że ci drudzy będą tam teraz oficjalnie panami i władcami. Akcja oderwania Kosowa od Serbii była poprzedzona propagandą w sprawdzonym stylu: „źli Serbowie” gnębią „dobrych Albańczyków”, więc trzeba pomóc prześladowanym i dać im demokrację.

Velika Hoča, serbska enkawa w Kosowie
W rzeczywistości wygląda to teraz tak, że Serbowie z Kosowa mieszkają w ubogich enklawach i odebrano im wiele praw, zaś Albańczycy cieszą się wszelkimi przywilejami i bogactwem. To bezprawie wobec Serbów niesie za sobą tragiczne konsekwencje. Otóż, jak mi powiedziano – w Kosowie panoszą się albańskie mafie. Wiąże się to z tym, że jest tam teraz ogromna przestępczość: kwitnie nielegalny handel bronią, narkotykami i ludźmi. Ot, takie sobie eldorado dla wszelkiej maści bandytów, których celem jest nachapać się potężnych pieniędzy, kosztem cierpienia innych. I choć nie było mnie przy tych „transakcjach”, to wnioski o mafijnym charakterze Kosowa można wyciągnąć za pomocną dedukcji.

Jako naoczny świadek mogę natomiast potwierdzić, że na pewno jest tam ogromna dysproporcja. Byłam zarówno w serbskich enklawach jak i albańskich miastach. Najbardziej zszokowało mnie to, że na tym samym terytorium sklepy jednego narodu są biedne i skromnie wyposażone, podczas gdy sklepy drugiego narodu opływają w dostatku i luksusach. Podobnie prezentują się domy. Oczywiście poszkodowani są tutaj Serbowie.

Symbolicznym dla mnie przykładem tej wstrząsającej dysproporcji jest górska miejscowość Brezovica. Niegdyś znajdował się tam tętniący życiem kurort narciarski. W czasach świetności menadżerem jednego z hoteli był Zoran Boskočević. Naszej grupie dziennikarzy pokazał on najpierw reportaż telewizyjny z 1995 roku. Film dostępny na YouTube pod tytułem: „Bele Staze 09 – Brezovica 95” przypomina jak fantastyczne było to miejsce, do którego tłumnie przybywali turyści spragnieni zimowych sportów i dobrej zabawy. Następnie Zoran nas tam zaprowadził, aby pokazać obecny stan obiektów. Naszym oczom ukazał się obraz nędzy i rozpaczy. Zdewastowane hotele, niegdyś wypełnione radosnymi ludźmi, dziś straszą przerażającą pustką i przeszywającym smutkiem. Ten opłakany stan niesie za sobą kolejne dramaty – okoliczni mieszkańcy zatrudnieni niegdyś w branży turystycznej stracili źródło utrzymania swoich rodzin.


Widząc tę niesprawiedliwość w spontanicznym odruchu zapytaliśmy Zorana czy zna jakichś dobrych Albańczyków. W tym momencie chyba chciałam usłyszeć coś pocieszającego. Zoran potwierdził, że oczywiście zna przyzwoitych Albańczyków, ale tylko takich, którzy nie mają pieniędzy. W rozmowach z Serbami z Kosowa pytań mieliśmy więcej. Jedno z nich było całkiem zwyczajne lecz odpowiedź przyprawiła mnie o dreszcze. Zapytaliśmy czy miejscowi Serbowie mają szansę się wybić, to znaczy zrobić jakąś karierę, np. w kosowskiej administracji. Usłyszeliśmy, że tak, ale tacy co poszli pracować do Albańczyków są uważani za zdrajców. W takich momentach nie sposób uniknąć skojarzeń. Czyż nie przypomina to słynnego powiedzenia z czasów niemieckiej okupacji Polski: «tylko świnie siedzą w kinie»?

O sytuacji kosowskich Serbów zgodził się nam opowiedzieć Zvonko Mihajlović, dawny deputowany dwóch kadencji do serbskiego parlamentu w Belgradzie oraz były burmistrz miejscowości Štrpce, serbskiej enklawy w Kosowie. Obecnie Mihajlović trzyma się z dala od polityki i rozmawiał z nami jako osoba prywatna. Jednym z głównych problemów na jaki wskazał jest brak pracy. Niegdyś miejscowi Serbowie byli zatrudnieni w okolicznych fabrykach lecz obecnie nie mogą już tam pracować. Na pytanie dlaczego, Mihajlović wyjaśnił dobitnie: «Ponieważ odebrano nam wolność i jesteśmy pod okupacją. W fabrykach nie ma już miejsca dla Serbów, wszystko przejęli Albańczycy.» Dodał, że tylko nieliczni mają zatrudnienie w urzędach serbskich enklaw czy w serbskich szkołach, ale większość ludzi jest pozbawionych możliwości pracy. Od innych Serbów usłyszałam, że niektórzy trudnią się tam jeszcze drobnym rolnictwem.

Z różnych wypowiedzi Serbów z Kosowa wyłonił się jednoznaczny przekaz – mają oni żal do obecnych władz w Belgradzie. Niektórzy powiedzieli wprost, że serbski rząd dogadał się z władzami w Prisztinie, przez co czują się oni zdradzeni, opuszczeni i osamotnieni. Kilka dni później w stolicy Serbii przekonałam się na własne oczy, że słowa o zdradzie nie były rzucone na wiatr.

Obok problemów ekonomicznych wynikających z bezrobocia dochodzi problem bezpieczeństwa. Niepewna sytuacja i brak perspektyw zmusza miejscowych do opuszczenia swojej ziemi. Mihajlović przekazał nam najnowsze dane sondażowe – 86 procent młodych Serbów chce wyjechać z Kosowa. Lepszego życia szukają głównie w Belgradzie, ale też na Zachodzie. Ta sytuacja powoduje, że Kosowo wyludnia się z Serbów. To z kolei przyczynia się do kolejnego dramatu – w miejsce chrześcijaństwa wschodzi tam islam.

Nie można przy tym pominąć faktu, że to terytorium było „czyszczone” z Serbów już wcześniej. By zobrazować to zjawisko przedstawię dane liczbowe przed i po wojnie, dotyczące niektórych kosowskich miejscowości przez nas odwiedzonych. W mieście Prizren przed wojną mieszkało 10 tysięcy Serbów, a obecnie już tylko 23 osoby serbskiej narodowości. Velika Hoča przed wojną zamieszkiwało 1,5 tysiąca Serbów, obecnie zostało ich tam pół tysiąca. W miejscowości Orahovać kiedyś żyło 4 tysiące Serbów, dzisiaj zalewie trzystu. Te liczby mówią nie tylko o tym, że bardzo dużo Serbów musiało opuścić swoje domy i zostało uchodźcami, ale – jak nam powiedziano – wielu z nich zostało zabitych przez Albańczyków, którzy szczególnie rozpanoszyli się ze swoją agresją po rozpoczęciu bombardowania przez NATO.

Przykładowym miejscem upamiętniającym ofiary jest pomnik Velika Ho
ča, na którym – obok Krzyża, wizerunku Jezusa i obciętej głowy Jana Chrzciciela – wyryto 83 nazwiska pomordowanych miejscowych chrześcijan, których dopadli albańscy muzułmanie. Takich pomników pamięci ofiar jest w Kosowie znacznie więcej. Kolejny zobaczyłam m.in. w Gracanicy, gdzie przed miejscowym Domem Kultury umieszczono wystawę z fotografiami setek pomordowanych Serbów.



Jednak jestem daleka od wyciągania wniosku, że mamy tam do czynienia z konfliktem stricte religijnym. Jak się później dowiedziałam, problemem nie są zwykli muzułmanie, lecz radykałowie interpretujący islam po swojemu, którzy najczęściej służą jako najemnicy.

Tymczasem niezwykle budującą historię poznaliśmy przejeżdżając przez kosowską miejscowość Rečane, którą zamieszkują bośniaccy muzułmanie. Zoran opowiedział nam wtedy o ich szlachetnej postawie. Gdy rozpoczęły się bombardowania NATO Albańczycy nabrali pewności siebie i rozkręcili agresję względem Serbów, dpouszczając się niebywałych okrucieństw. Wtedy Bośniacy z Rečane murem stanęli w obronie serbskich chrześcijan i bardzo im pomagali. O serdeczności miejscowych Bośniaków mogliśmy przekonać się osobiście – ugościli naszą grupę fanstastycznym deserem i pyszną kawą.

Gorycz i niezabliźnione rany

Kolejnym punktem wyprawy była Bośnia i Hercegowina, a konkretniej jedna z dwóch części składowych tego państwa – Republika Serbska ze stolicą w Banja Luce. Mieliśmy tam spotkania z wysokiej rangi urzędnikami reprezentującymi Serbów. Jako pierwszy zgodził się z nami porozmawiać Milorad Kojić, szef Centrum Badań Wojennych, Zbrodni Wojennych i Poszukiwań Osób Zaginionych. Instytucja powołana przez stronę serbską zajmuje się badaniem i gromadzeniem dokumentacji zbrodni wojennych z czasu wojny domowej w Bośni i Hercegowinie z lat 1992-1995.

Milorad Kojić uzasadniając potrzebę powołania Centrum, wyjaśnił, że strona bośniacka próbowała pokazać, że strona serbska jest odpowiedzialna za zbrodnie wojenne podczas wojny. Aby reprezentować sprawę bardziej jasno i obiektywnie, szczególnie w regionie Srebrenicy, rząd serbski stworzył międzynarodową niezależną komisję, która pyta o cierpienie wszystkich ludzi w regionie Srebrenicy. Komisja rozpoczęła działania w 2019 roku. Cały raport został opublikowany na stronie internetowej i jest powszechnie dostępny. Jedną z głównych konkluzji raportu jest to, że wszystkie strony uczestniczyły w popełnianiu zbrodni wojennych w latach 1992-1995. Kojić powiedział, że ofiarami konfliktu zostało ponad 2600 Serbów z Srebrenicy – z czego wielu zostało zamordowanych lub ucierpiało w inny sposób. Inną konkluzją jest to, że również Bośniacy mocno ucierpieli w regionie, ale cierpienie nie jest zakwalifikowane jako ludobójstwo.

W nawiązaniu do zbrodni przeciwko Serbom, Kojić powiedział, że tylko jeden przypadek był ścigany i zaskarżony do sądu. Ta jedna sprawa dotyczyła chłopca z serbskiej wioski. Kiedy wioska została zaatakowana przez bośniacką armię, Serbowie opuścili miejscowość, ale chłopiec powrócił, by zabrać swojego psa. Wtedy został schwytany przez bośniacką armię i zamordowany. To był jedyny werdykt za popełnienie zbrodni w Srebrenicy przeciwko Serbom i tym samym sprawa została zamknięta – wyjaśnił serbski urzędnik.

Tymczasem – jak powiedział Milorad Kojić – są liczne dowody na popełnienie zbrodni, których osobiście dokonał bośniacki komendant Naser Orić i jego oddział. Nasz rozmówca wymienił m.in. sprawę Branika Wuczeticza wszyscy członkowie jego rodziny zostali zabici, a jego samego wzięto do niewoli, kiedy był jeszcze dzieckiem. Kolejny przykład dotyczy dzieci z rodziny Dimitriewicz, które podczas ucieczki z wioski zaatakowanej przez bośniacką armią zostały zastrzelone przez snajpera.

Kojić zaznaczył, że to tylko niektóre przypadki spraw kryminalnych, które nie są ścigane. Wyjaśnił, że sprawy przeciwko Serbom nie są poważnie brane przez sądy Bośni i Hercegowiny. Jednocześnie zapewnił, że wszystkie publikacje Centrum Badań Wojennych, Zbrodni Wojennych i Poszukiwań Osób Zaginionych są oparte o dowody i dokumenty. Zauważył przy tym, że historycy mają utrudnioną możliwość prowadzenia badań, bo wyniki ich śledztwa mogą być inne od tego, co zostało napisane w werdykcie. Kojić uważa, że ciężko jest dziś osądzić sprawę z przeszłości, tj. poddać pod sąd, gdyż w ciągu 50 lat historia była tworzona przez prawników, sędziów, a nie przez historyków. Nasz rozmówca zapewnił, że wszyscy Serbowie, w tym politycy z różnych opcji, mają ten sam pogląd na kwestię takiego prawa. Ich zdaniem to nie akceptowalne.

A jak wyglądają obecnie relacje między Serbami chrześcijanami a Bośniakami muzułmanami? Milorad Kojić powiedział: «Zawsze jest coś, z czym się nie zgadzamy, ale nie nazwałbym tego konfliktem. Handel, ekonomia – to działa. Mam wielu przyjaciół Bośniaków. Nie mamy z tym problemu.» Zwrócił przy tym uwagę, że poważnym problemem jest radykalny islam, który zaczął dominować w Federacji. Zdaniem Kojicia Bośniacy mają problem z radykałami nawet większy niż Serbowie, bo tu chodzi o interpretację islamu. To znaczy, radykałowie rozumieją islam inaczej.

Naszego rozmówcę szczególnie martwi fakt, że radykalizuje się dużo młodych ludzi. Wiąże się to z tym, że myślą oni, iż wszyscy inni są „niewierni” – czyli nie są muzułmanami (takimi jak oni, według ich interpretacji islamu). To z kolei oznacza, że zdaniem tych radykałów „niewierni” nie mogą być częścią ich państwa. Kojić uważa, że właśnie z tego powodu mogą być duże problemy w przyszłości. Po czym dodał, że to nie tylko problem w Bośni i Hercegowinie ale też na świecie.

Milorad Kojić powiedział wreszcie: «Podczas wojny mogliśmy być świadkami tego, czym ten radykalny islam jest. Wiecie kim są mudżahedini? Więc to, czego zachodnie kraje doświadczają, jest tym, co my widzieliśmy podczas wojny. Miałem zdjęcia głów ściętych przez mudżahedinów. Niektórzy z nich przybyli do Bośni podczas wojny, a po wojnie pojechali do innych krajów walczyć jako tzw. najemnicy. Więc jeśli te zbrodnie nie zostają osądzone, to ta grupa ludzi [która je popełnia] myśli, że tego typu zachowanie jest dozwolone. Czyli, że jest dozwolone zabijać Serbów, ponieważ ludzie, którzy to zrobili nie są osądzani za swoje zbrodnie.»

Czy przyjaźń Serba z Bośniakiem niebędącym radykalnym muzułmaninem jest możliwa? Milorad Kojić potwierdził, że przyjaźni się z takim Bośniakiem. Jednak dopytywany o to, czy mogą dziś swobodnie rozmawiać o trudnej historii, odrzekł: «Nie rozmawiamy o wojnie. Ten temat w ogóle nie pojawia podczas spotkań. My wszyscy mamy swój własny pogląd na tamtą wojnę, wszyscy cierpieliśmy w inny sposób. Ale oboje szanujemy nawzajem swoje własne potrzeby, wymagania. I to jest normalna relacja międzyludzka.»

Skoro dwóch przyjaciół nie potrafi rozmawiać o wspólnej historii dotyczącej wojny, to można wyciągnąć pewien wniosek. Czyż nie oznacza to, że ta wojna jeszcze się nie skończyła?

Tymczasem Kojić powiedział, że jedyną szansą na przyszłość jest wzajemny szacunek do ofiar; uświadomienie sobie, że wskutek wojny wszystkie narody cierpią po równo. Po czym dodał: «Ale jeśli kwestionujesz lub zaprzeczasz ofiarom po stronie 55 tysięcy Serbów, którzy ucierpieli podczas wojny, a prosisz mnie, abym szanował twoje ofiary, to tak nie możemy rozmawiać o przyszłości.

To co musimy zrobić, to szanować się nawzajem i przyznać, że to co się wydarzyło było wojną domową. I że wszyscy ludzie są ofiarami i ucierpieli. I to jest kluczowe, aby pójść naprzód.»

Kolejnym naszym rozmówcą w Banja Luce był Željko Budimir, doradca Prezydenta Republiki Serbskiej do spraw międzynarodowych oraz profesor na miejscowym uniwersytecie. Budimir podkreślił, że podczas wojny w Bośni i Hercegowinie w każdej rodzinie były ofiary śmiertelne, wszyscy cierpieli, także jego rodzina, która straciła m.in. dom.

Prezydencki doradca uważa, że w obecnej sytuacji klasyczne działania wojenne odchodzą do przeszłości. Obecny konflikt w Bośni i Hercegowinie przekształcił się w wojnę hybrydową, co oznacza, że walka odbywa się na poziomie politycznym, z wykorzystaniem wojny medialnej i dyplomatycznej, przy użyciu służb specjalnych stosujących rozmaite taktyki i strategie.

Željko Budimir powiedział, że mieszkańcy Bośni i Hercegowiny żyją w stałym kryzysie politycznym, który niesie za sobą kryzys ekonomiczny mający bezpośrednie przełożenie na poziom życia społecznego we wszystkich jego aspektach. Przede wszystkim jednak odczuwalne jest ciągłe napięcie między grupami etnicznymi. Budimir podkreślił, że można wręcz zobaczyć u wszystkich pewien rodzaj mobilizacji.

Zdaniem profesora zwykli ludzie – mówił o Serbach – niejako instynktownie czują, że strona bośniacka dąży do dominacji w Bośni i Hercegowinie. Bośniacy używają w tym celu neoliberalizmu, z jego społeczeństwem obywatelskim i multikulturalizmem włącznie, ale w rzeczywistości przekształcają państwo w islamski kraj. Budimir zauważył, że strona bośniacka dążąc do realizacji swoich celów mówi o agresji Serbów i jej odpieraniu, choć de facto mamy tu do czynienia z klasyczną wojną domową.

Doradca Prezydenta Republiki Serbskiej powiedział ponadto, że na poziomie dyplomatycznym Serbowie mogą obecnie liczyć na pomoc takich mocarstw jak Rosja i Chiny, zaś w Unii Europejskiej lepsze zrozumienie spotyka ich ze strony Czech, Słowacji i Węgier. Dodał, że na ten moment Węgrzy i Polacy lepiej rozumieją pozycję Serbów od innych państw Europy Zachodniej, gdyż mamy podobne problemy co Serbowie w Bośni i Hercegowinie.

Podkreślając największe wsparcie ze strony Federacji Rosyjskiej, Željko Budimir wyjaśnił, że Rosja jako członek Rady Bezpieczeństwa ONZ może zastopować rezolucje. Jako przykład podał sytuację z 2015 roku, kiedy to Wielka Brytania zgłosiła projekt rezolucji w sprawie Srebrenicy. Rosja zawetowała wówczas ten projekt, gdyż jej sprzeciw wywołało określenie «ludobójstwo».

Walka o wartości

Željko Budimir odniósł się także do propagandy ukazującej Serbów na Bałkanach jako niebezpiecznych. Jak przyznał, zachęca swoich studentów pochodzących z zachodnich państw, by czytali książki opisujące Serbów i dawną Jugosławię, szczególnie z czasu pomiędzy dwiema wojnami światowymi. W tym kontekście profesor z Banja Luki poleca m.in. książkę Black Lamb and Grey Falcon” (Czarna owca i szary sokół), którą napisała brytyjska pisarka Rebecca West. Według Budimira jest to bardzo dobra i obiektywna publikacja.

Nasz rozmówca wyjaśnił też, dlaczego jego zdaniem Zachód ukazuje teraz Serbów jako winnych. Budimir powiedział: «W XX wieku byliśmy narodem, który walczył o naszą narodowość, nasze wierzenia i naszą religię. To był problem dla Waszyngtonu i Wielkiej Brytanii. Stąd dzisiejszy problem z Serbami dla tej ich całej liberalnej hegemonii.»

Prosto z Banja Luki pojechaliśmy Belgradu. Po tym co zobaczyłam w stolicy Serbii, z bólem serca muszę przyznać, że liberalna zaraza niszcząca tradycyjne wartości wpełzła tam na całego. Zaczęłam lepiej rozumieć gorzkie słowa pod adresem tamtejszych władz, w tym posądzanie o zdradę narodu. Otóż, przy jednej z głównych ulic Belgradu dostrzegłam siedziby organizacji, których obecność w tym miejscu potwierdza, że niszczenie serbskiego społeczeństwa weszło w ostateczną fazę.

Najpierw moim oczom ukazał się „Dom praw człowieka i demokracji”. Siedzibę biura zdobi tzw. tęczowa flaga – symbol środowisk LGBT – i podpis: «tutaj jesteś bezpieczny». Obok ustawiono wielki plakat z unijnym logo i hasztagiem zapewniającym: «Unia Europejska jest z tobą» (skierowane do mniejszości seksualnych). Kilka metrów dalej kolejne promujące zboczeńców siedlisko – tym razem centrum informacyjne tzw. „parady równości”. Według zapowiedzi kolejny marsz dewiantów seksualnych ma przejść przez Belgrad w 2022 roku.

Kiedy w 1999 roku koalicja NATO bombardowała Belgrad, miejscowi studenci tłumnie wchodzili na mosty, by własnym ciałem tworzyć na nich żywą tarczę. W ten sposób serbska młodzież z narażeniem własnego życia broniła strategicznych dla miasta obiektów. Kiedy się o tym dowiedziałam, pomyślałam, że Serbowie to najodważniejszy ze słowiańskich narodów. Przeszło dwie dekady później, ci sami agresorzy z Zachodu postanowili już nieco inaczej zniszczyć nowe pokolenie Serbów – tym razem „na miękko”. Co gorsza, obecne serbskie władze w Belgradzie im na to pozwalają, jakby już zupełnie zapomnieli jaką krzywdę wyrządził im ten sam liberalny Zachód. A przecież – ku pamięci – wiele zbombardowanych obiektów w Belgradzie pozostawiono w stanie ruiny jako pomniki tamtego okrucieństwa.

Jakimi profitami znieczulono obecnych serbskich decydentów? Czy ideologia gender podważająca prawdę o człowieku okaże się skuteczniejsza od nalotów bombowych niosących demokrację?

Bez względu na rozwój sytuacji, jedno jest pewne – obserwujemy kolejny etap festiwalu kłamstw. Wtedy propaganda wmawiała światu, że Serbowie są źli, więc trzeba ich zbombardować, żeby dać Bałkanom demokrację. Teraz te same ośrodki propagandowe wmawiają światu, że tradycyjne wartości, chrześcijaństwo, przywiązanie do narodu, pojęcie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny – krępują „mniejszości seksualne” (czytaj: dewiantów, którym się w głowach pomieszało). Agresorzy uznali, że interwencja zbrojna to już przeżytek. Teraz wystarczy przelać odpowiednią ilość pieniędzy na konta rozmaitych organizacji promujących wszelkiej maści odchyły, zboczenia i patologie. Właśnie tak walczy się dziś z narodami. Ta bezwzględna walka rozgrywa się między prawdą i kłamstwem. Kłamstwem o człowieku i jego tożsamości.

Ale jak walczyć z nowym kłamstwem, skoro stare kłamstwo nie zostało jeszcze publicznie zdemaskowane i rozliczone? Postanowiliśmy więc podjąć się tej próby i w tym celu prosto z Serbii udaliśmy się do stolicy Czech. W Pradze uczestniczyliśmy w konferencji zorganizowanej przez czeskiego dziennikarza Romana Blaško, który towarzyszył nam w Kosowie. W wydarzeniu wziął udział niezależny senator Jaroslav Doubrava. Przedstawiciel czeskiego parlamentu od początku głośno przeciwstawiał się bombardowaniu Jugosławii przez NATO. Przed laty osobiście tam pojechał i razem z serbską młodzieżą wchodził na belgradzkie mosty tworząc z nimi żywą tarczę. Ten niezwykle odważny człowiek mówił m.in. o używaniu przez Amerykanów broni kasetowej (która służy do zabijania ludzi i jest zabroniona na świecie) oraz zubożonego uranu. Dowody na użycie tej drugiej dostarczył fizyk, który pobrał próbki. Analizy laboratoryjne wykazały użycie broni jądrowej w bombardowaniu infrastruktury cywilnej.

Od lewej: Blaško, Piwar, Doubrava, Jastrzębski

Senator Doubrava powiedział, że najgorsza jest haniebna rola środków masowego przekazu. Jego zdaniem, gdyby media pokazały prawdę o tym, co tam się dzieje, to być może była by większa wola, żeby się temu sprzeciwić.

Najmocniejszym punktem konferencji była premierowa prezentacja fragmentów szokujących nagrań z 1999 roku, które udokumentowały ogrom zniszczeń i tragedii jakie przyniosła natowska interwencja zbrojna. Wstrząsające taśmy pokazał red. Piotr Jastrzębski, który przed laty otrzymał je od serbskiego operatora.

Jastrzębski był na wojnie w Jugosławii jako dziennikarz i obok okrucieństw zobaczył, że świat strasznie kłamie. Na pytanie co było dla niego najgorsze – powiedział, że poczucie bezsilności. Serbski operator widząc, że ma do czynienia z naprawdę niezależnym dziennikarzem przekazał swoje nagrania naszemu rodakowi i poprosił Jastrzębskiego, aby pokazał światu potężne zniszczenia i ludzkie dramaty, w tym śmierć niewinnych ofiar, których zmasakrowane ciała uwieczniła kamera. Niestety media nie były zainteresowane przekazaniem prawdy o tej okrutnej zbrodni. Serbski operator niedługo po przekazaniu kaset wideo został zabity. Aby upamiętnić jego i śmierć pozostałych niewinnych osób, podczas konferencji w Pradze zapowiedziano realizację filmu dokumentalnego na podstawie tych nagrań.

Tymczasem konkluzja z naszej wyprawy i praskiej konferencji jest wstrząsająca: nad Bałkanami krąży widmo kolejnej wojny. Senator Doubrava powiedział, że nie chodzi już o to, czy dojdzie do konfliktu, ale kiedy do niego dojdzie. Red. Jastrzębski dodał, że nowa wojna będzie znacznie okrutniejsza od poprzednich...

Agnieszka Piwar
Myśl Polska, nr 3-4 (16-23.01.2022)



Kosowo, Bałkany

Velika Hoča, miejsce upamiętnienia serbskich ofiar

Od lewej: A. Piwar, Zoran Boskočević, P. Jastrzębski

Serbska Cerkiew Prawosławna

Velika Hoča, serbska enklawa w Kosowie

Cerkiew w Velika Hoča, serbska enklawa w Kosowie

Gracanica, serbska enkalwa w Kosowie

Belgrad, pomik upamiętniający dzieci - ofiary bombardowań

Belgrad, biuro tzw. "parady równości"

Kosowo, okupanci budują pałac

Kosowo, albańskie miasto

Kosowo, jedno z albańskich miast w budowie

Kosowo, jedna z albańskich miejscowości

Meczet w Prizren, Kosowo

Prizren, Kosowo

Ulica Joe Bidena, albańskie miasto w Kosowie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz