Widziałam prowokację z podrzuceniem sfałszowanych podpisów, matactwa wyborcze, łamanie prawa, a nawet antyterrorystów szukających bomby w siedzibie sztabu kandydata, który przybył z zewnątrz z zapowiedzią zlikwidowania „układu gdańskiego”. Mało? Spokojnie, było tego więcej!
To z czym mamy w Polsce do czynienia nie ma nic wspólnego z demokracją o jakiej uczyliśmy się w szkole przerabiając historię starożytnej Grecji. Ostatnie wybory w Gdańsku odzierają z resztek złudzeń.
Chichotem historii jest fakt, że w obronie demokracji stanął zagorzały monarchista Grzegorz Braun.
Tymczasem z ustroju zakpili monopoliści z POPiS, którzy jednogłośnie namaścili kandydatkę starego układu, czyli Aleksandrę Dulkiewicz, zastępczynię tragicznie zmarłego Pawła Adamowicza. Pozbawili tym samym gdańszczan wyboru, czyli tego, co stanowi podstawę demokracji. Co znamienne, wybory uzupełniające na prezydenta Gdańska zostały rozpisane w na tyle krótkim terminie, by pozostało dramatycznie mało czasu na zebranie podpisów i przygotowanie kampanii alternatywnych komitetów.
