wtorek, 31 maja 2016

Witano nas chlebem i solą

Wywiad z Sylwią Andruszkiewicz, uczestniczką Rajdu „Drogi zwycięstwa” do Berlina

Na licznych fotografiach i relacjach telewizyjnych z okolic przejścia granicznego w Terespolu widzieliśmy młodą, ładną i uśmiechniętą dziewczynę siedzącą na dachu samochodu komandora Rajdu Katyńskiego Wiktora Węgrzyna, która wymachiwała biało-czerwoną flagą... A za nią kolumna motocyklistów z barwami klubu „Nocne Wilki”. 1 maja stałaś się symbolem solidarności Polaków z rosyjskimi motocyklistami, którym odmówiono prawa wjazdu do naszego kraju. Jak w ogóle się tam znalazłaś?
 
- Na przejściu granicznym w Terespolu byłam już w ubiegłym roku, kiedy pierwszy raz omówiono wjazdu do Polski rosyjskim motocyklistom. Gdy w mediach pojawiły się obraźliwe teksty na temat Rosjan, a konkretnie tych z klubu „Nocne Wilki”, wiedziałam, że powinniśmy ich wesprzeć. Miałam w pamięci wszystkie te historie, kiedy podczas Rajdów Katyńskich w każdym zakątku Rosji spotykałam się z pomocą i gościnnością. W trakcie rajdów prowadzę busa z lawetą, więc często muszę szukać serwisu lub części motocyklowych dla naszych chłopaków. Rosjanie oddają całe swoje serce, by pomóc braciom motocyklistom z Polski, często oddają swoje części z motocykla, by nasi mogli dalej jechać w rajdzie. „Nocnych Wilków” wcześniej nie znałam, gdyż nie zwracałam na to uwagi kto jest z jakiego klubu. Kiedy kilka lat temu byłam w ich legendarnym klubie w Moskwie, nawet nie wiedziałam, że lokal należy właśnie do nich.


Również w tym roku byłam zdecydowana, by jechać i wspierać motocyklistów z Rosji. Do Terespola przybyło kilkudziesięciu motocyklistów, nie tylko z Polski – były tam też oddziały „Nocnych Wilków” m.in. ze Słowacji i Niemiec. Przyjechaliśmy pod granicę, choć już wcześniej wiedzieliśmy, że Rosjanie nie zostaną wpuszczeni, gdyż – jak to stwierdził minister Waszczykowski – o odmowie zdecydowały „przepisy dotyczące bezpieczeństwa”. Na granicy pojawiliśmy się po to, by okazać solidarność, a także czekaliśmy na grupę jadącą z Rosji, w której byli obywatele Unii Europejskiej. Jak się na miejscu okazało, im także odmówiono prawa do przekroczenia granicy z Polską. Byliśmy w szoku. W tej grupie był również szef oddziału „Nocnych Wilków” ze Słowacji. Chłopaki pytali mnie, dlaczego? Przecież oni wracali do domu. Co miałam na to odpowiedzieć? Jest mi naprawdę wstyd za tak haniebną decyzję ministra. 


Co było dalej?
 
- Po akcji protestacyjnej pod przejściem granicznym w Terespolu wyruszyliśmy w kierunku Warszawy. Po drodze polscy motocykliści ugościli „Nocnych Wilków” ze Słowacji i Niemiec kiełbaskami z grilla.

W Warszawie motocykliści złożyli kwiaty przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Później wraz z Ambasadorem Federacji Rosyjskiej oddali hołd poległym na cmentarzu radzieckim. Następnie udaliśmy się na Cytadelę, gdzie motocykliści poznali historię Romualda Traugutta oraz złożyli wieniec przy jego popiersiu. Po kolacji, którą przygotował kucharz Rajdu Katyńskiego – Grzegorz, motocykliści udali się na nocleg. 


Jednak Twoja przygodna z „Nocnymi Wilkami” nie skończyła się na odprowadzeniu ich do Warszawy.
 
- Rzeczywiście. Następnego dnia zdecydowałam, że odprowadzę chłopaków aż do granicy z Czechami. Tak więc wraz z nimi odwiedziłam Wrocław i Oświęcim. Czułam ogromną potrzebę wsparcia duchowego tych motocyklistów, szczególnie że znam język rosyjski, więc często służyłam jako pomoc w tłumaczeniu. Ze Słowakami też się łatwo dogaduję – zdarzało się nawet, że tłumaczyłam konwersację między „Nocnymi Wilkami” ze Słowacji i Niemiec.

Gdy dotarłam z motocyklistami do Brna w Czechach, byłam bardzo mile zaskoczona. Okazało się, że grupa, której nie wpuszczono do Polski, przyleciała samolotem do Bratysławy na Słowację. Słowacki motocyklista John – właściciel sklepu motocyklowego – udostępnił każdemu z nich swoje motocykle z salonu, aby wszyscy mogli dotrzeć do Berlina.

Spotkałam tam również Andrieja Bobrowskiego, który jest kierownikiem tego Rajdu. Miałam okazję już wcześniej poznać tego wspaniałego mężczyznę, którego pradziadek był zresztą Polakiem. Atmosfera w Brnie była niesamowita – spotkała się grupa europejska „Nocnych Wilków” z grupą rosyjską. Było kilkadziesiąt osób. Motocykliści z Rosji namówili mnie, abym ruszyła z nimi dalej w trasę – nawet znaleźli dla mnie kierowcę. Długo nie musiałam się zastanawiać. Była to też możliwość zobaczenia z bliska tego wszystkiego, co oni robią w trakcie rajdu.


Jak byli przyjmowani motocykliści z klubu „Nocne Wilki” w krajach, przez które przejeżdżaliście?
 
- Tego nie da się opisać słowami. Przejeżdżaliśmy przez Słowację, Czechy, Austrię i Niemcy. Po drodze setki motocyklistów dołączało do kolumny, by razem z nami przemierzać trasę. Przez wszystkie te kraje towarzyszyła nam także policyjna eskorta. W Niemczech zablokowano nawet autostrady, byśmy mogli gładko i bez problemu przejechać.

Byliśmy w Bratysławie, Wiedniu, Pradze, Dreźnie i wielu innych miejscowościach. Ludzie wszędzie witali nas chlebem i solą. Na cmentarzach zbierali się od najmłodszych dzieciaków, aż po weteranów wojennych. Każdy chciał nas nakarmić, proponowali noclegi, śpiewali piosenki. Czułam się tak, jakbym była na Wschodzie z polskimi motocyklistami. Rajd Katyński przejechałam cztery razy, zawsze nas przyjmowano niezwykle serdecznie. Tak samo było tutaj. Upewniłam się, że ci ludzie są wielkimi patriotami swoich krajów i robią to samo co my. Na Słowacji i w Czechach mieliśmy też przyjęcia w ambasadach rosyjskich. Zostali tam zaproszeni wszyscy – w tym Czesi, Słowacy, Niemcy i Polacy. Jednego wieczoru, gdy usiedliśmy przy wspólnym stole, doliczyliśmy się piętnastu różnych narodowości. Byli z nami również motocykliści z Kazachstanu, Ukrainy, Białorusi, Bułgarii, Mołdawii, Macedonii, Serbii, Szwajcarii i wielu innych krajów. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Z każdym z nich mogłam porozmawiać nie tylko o luźnych sprawach, ale także o historii.


Czy motocykliści z innych krajów reagowali jakoś szczególnie na obecność Polki w swoim gronie? Przecież jesteś z kraju, który jako jedyny nie wpuścił rosyjskich motocyklistów.
 
- Tak, motocykliści bardzo się cieszyli, że ja i kilku polskich kolegów byliśmy wśród nich. Słowacy – którzy są bliskim nam narodem – powtarzali, że musimy częściej organizować wspólne wyprawy. Było im oczywiście przykro, że nie zostali wpuszczeni do Polski. Zwłaszcza ubolewali nad tym Słowacy. Często też żartowali z tego, że jak będę wracać do Warszawy, to mnie również nie wpuszczą, bo jestem z „Wilkami”. Cięgle jednak powtarzali, że są tego świadomi, iż to nie Polacy, tylko rząd, podjął taką wstydliwą decyzję. Motocykliści z klubu „Nocne Wilki” bardzo lubią Polaków, zapraszali nas na różne swoje wydarzenia. Mnie osobiście było mi bardzo wstyd, kiedy musiałam wyjaśniać nowym dojeżdżającym motocyklistom do kolumny, dlaczego nie wpuszczono „Nocnych Wilków” do Polski. Co ciekawe, austriacka policja wydała oficjalne oświadczenie z podziękowaniami dla „Nocnych Wilków” za wzorowe zachowanie podczas Rajdu. Nawet Niemcy i Austria przyjmują ich z otwartymi rękoma. A Polsce mają niby zagrażać? To nawet nie jest śmieszne, tylko żałosne.


Jak wyglądał finał wyprawy w Berlinie?
 
- Kolumna licząca ok. 200 motocykli dotarła do Treptower Park – jednego z największych berlińskich parków – gdzie znajduje się pomnik żołnierzy radzieckich. Było tam kilka tysięcy osób – z kwiatami, rosyjskimi flagami i sztandarami zwycięstwa. Motocykliści złożyli kwiaty i świętowali nie tylko Dzień Zwycięstwa, ale również to, że nie zważając na różne przeszkody na trasie, wszyscy wspólnie i bezpiecznie dotarli do zamierzonego celu. Później przejechaliśmy kolumną przez Berlin, aż do Bramy Brandenburskiej i tuż obok do kolejnego miejsca pamięci. Spędziliśmy tam kilka godzin, ludzie dziękowali, telewizje z całego świata przeprowadzały wywiady.

To była niesamowita uroczystość i widać było szczęście w oczach każdego. Najchętniej pojechałabym jeszcze raz na taki Rajd. Każdemu kto ma jakieś obawy polecam samemu to zobaczyć i przekonać się, że w każdym narodzie są wspaniali ludzie. Musimy rozwijać przyjaźń między wszystkimi słowiańskimi narodami, a politykę zostawić z boku. 


Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Agnieszka Piwar
Wywiad ukazał się w tygodniku Myśl Polska, nr 21-22 (15021.05.2016): http://mysl-polska.pl/880

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz