niedziela, 15 listopada 2015

Bliżej jest mi do Wschodu

„Mnie bliżej jest do Wschodu. Chodząc ulicami Grodna, Nowogródka a nawet Mińska, Moskwy i Tobolska – czuję się swojsko – jak w domu. W Berlinie, Paryżu jestem obcym” – mówi Wiktor Węgrzyn, Komandor Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego w rozmowie z Agnieszką Piwar.


Od piętnastu lat przewodzisz Rajdowi Katyńskiemu, który dociera do państw za naszą wschodnią granicą. Wcześniej, kilkadziesiąt lat mieszkałeś w Stanach Zjednoczonych. Jak mało kto masz świetne rozeznanie między Wschodem a Zachodem. Jak bardzo różnią się te dwa światy?
 

- Moja znajomość Wschodu jest powierzchowna, widziana z siodła motocykla, z licznych, co prawda rozmów z mieszkańcami, ale zawsze w pośpiechu i bez alkoholu, a więc niepełna. Nigdy tam nie mieszkałem.

Według mojego rozeznania, najlepiej tę różnicę oddaje rozmowa, której byłem świadkiem podczas XV Rajdu Katyńskiego. Jeden z kolegów opowiada jak Rosjanie naprawiali jego motocykl uszkodzony w wypadku. „Trzech ludzi pracowało kilka godzin. Rozebrali, prostowali ramę, posklejali owiewki. Kiedy motocykl był gotowy i chciałem zapłacić – odmówili przyjęcia pieniędzy. 'My eto sdiełali po drużbu'. 


Dałem im znaczek Rajdu Katyńskiego, zrobiliśmy wspólną fotografię i jeszcze dostałem od nich podarki: kosmetyki motocyklowe, olej do smarowania łańcucha”. Stojący obok ksiądz, przysłuchujący się rozmowie, wtrącił: „A ty teraz idź na targ i to sprzedaj – zarobisz – będziesz Europejczykiem”. 

I to jest, moim zdaniem, istotą różnicy tych dwóch światów. Taka sytuacja nie mogłaby się zdarzyć na Zachodzie, na Wschodzie jest częsta. Gość w dom – Bóg w dom. Przez 15 Rajdów Katyńskich nie słyszałem, aby któryś z motocyklistów płacił za pomoc w Rosji, na Ukrainie czy Białorusi. I nie jest to wyłącznie solidarność motocyklistów. Oto panie, z herbatą i kawą na tacach, wychodzą z kawiarni i częstują motocyklistów – bo jest zimno. Patriarcha Jekaterynburga zaprasza motocyklistów do domu pielgrzyma, jest kolacja, śniadanie, nie chcą zapłaty. Oczywiście, zawsze za spotykające nas dobro staramy się zrewanżować naszymi podarkami, równowartość dajemy na tacę, ale życzliwość i dobro ludzi Wschodu jest uderzająca.

Współczesny, skomercjalizowany Zachód, pędzący za pieniądzem, gdzie dla wielu, jedyną rozrywką jest „shopping”. Jeżeli masz chwilę czasu – idziesz do „shopping mall”. Tam jest i kino i przechowalnia dla dzieci, czasem lodowisko i inne atrakcje, wszystko aby ułatwić ci zakupy. Masz karty kredytowe – kupuj. Na Wschodzie jest biedniej, ale więcej tu człowieka, a słowo drużba, dobrota ma sens. 

Polska zdaje się być na rozdrożu tych dwóch światów. Do którego z nich jest nam bliżej?
 

- Bliżej jest mi do Wschodu. Chodząc ulicami Grodna, Nowogródka a nawet Mińska, Moskwy i Tobolska – czuję się swojsko – jak w domu. W Berlinie, Paryżu jestem obcym. Nie uda się jednak zatrzymać pogoni Polaków za świecidełkami Zachodu, jak długo media mamy obce, a Polską rządzą obcy agenci, których celem jest likwidacja Polski.

Co nam przyszło z tego podążania za skomercjalizowanym Zachodem?
 

- Likwidacja całych gałęzi przemysłu, dwucyfrowe bezrobocie, dwa miliony młodych Polaków szuka dla siebie miejsca na Zachodzie (niemieckie gazety mówią nawet o ośmiu milionach). Polacy dobrze wykształceni – za pieniądze polskiego podatnika, pracują na zmywaku na Zachodzie. Po ulicach Warszawy paradują zboczeńcy, a w szkole małych chłopców przebierają w sukienki. Matki wygonili do pracy, wmówili im, że to kariera a wychowaniem naszych dzieci zajęła się „władza”. W Polsce już nie ma nic polskiego, a o próbie sprzedaży polskich lasów dowiadujemy się z WikiLeaks. Czy to wystarczy? Bo to jeszcze nie koniec.

A jakimi wartościami kierują się ludzie w krajach byłego Związku Radzieckiego? Jeździsz z Rajdem Katyńskim do miejsc, które przez dziesiątki lat wyniszczał komunizm – ideologia mająca za nic życie ludzkie i człowieka. Czy ta zadra jest jakoś szczególnie wyczuwalna? I wreszcie, jak się ma wspomniana przez Ciebie gościnność i życzliwość tamtych ludzi, do tego, że sami byli tak bardzo poniewierani?
 

- Nie wiem. Za mało znam Rosję. Jak już mówiłem, moje opinie na pewno są powierzchowne, tyle co można zobaczyć z motocyklowego siodła. Daje się jednak zaobserwować posłuszeństwo dla władzy, strach mają w genach. Trudno się dziwić. Pierwszą ofiarą zbrodniarzy komunistycznych byli właśnie Rosjanie. Według Sołżenicyna w latach 1918-1956 wymordowano w łagrach 60 milionów ludzi. Całą inteligencję rosyjską. Trudno, aby te zbrodnie nie pozostawiły śladu w psychice Rosjan. Pomniki Lenina stoją nadal, ale odbudowano cerkwie, a od czasu kanonizowania rodziny carskiej szerzy się ich kult. Zbrodniarze i ofiary obok siebie. W którą stronę przesunie się wahadło?




XV Rajd Katyński dotarł aż na Syberię, do Tobolska. Znaczna część tegorocznej trasy przebiegała zatem przez Rosję. Czy rzeczywisty obraz Rosji i samych Rosjan pokrywa się z tym, co przekazują polskojęzyczne media?
 

- Drogi do Moskwy to znam nieźle, wielokrotnie nimi jechałem, natomiast dalej na wschód byłem pierwszy raz i byłem zaskoczony. Syberia kojarzyła mi się z surową ziemią, z prymitywnymi ludźmi. Zobaczyłem piękne miasta, dobre drogi, niezwykle sympatycznych ludzi. Syberia to Zesłańcy. Do kościoła w Tobolsku przyszła parafianka, śliczna dziewczyna, nazywa się Aleksandra Witkowska. Takie spotkania zapadają w serce, na zawsze.

Nie mogę nie zapytać o sprawę, która wzbudziła najwięcej kontrowersji. Chodzi o nadmuchaną przez media i polityków aferę z przejazdem przez Polskę członków rosyjskiego klubu motocyklowego Nocne Wilki. Kiedy polskojęzyczna opinia publiczna wytoczyła ciężkie działa przeciwko miłośnikom jednośladów z Rosji, Ty stanowczo stanąłeś w ich obronie. Czy rzuciło się to cieniem na sam Rajd Katyński?
 

- Nie, wprost przeciwnie. Nasz wyjazd do granicy w Terespolu, wywiady ze mną, z ks. Dariuszem Stańczykiem [kapelanem Rajdu Katyńskiego, przyp. AP] były pokazywane w telewizji rosyjskiej. Byliśmy rozpoznawani i w Moskwie i na Syberii, spotykaliśmy się z dużą życzliwością.

Tutaj winien jestem wyjaśnienie. Do Berlina przez Polskę jechali motocykliści rosyjscy. W tej grupie, której nie wpuszczono do Polski, był tylko jeden motocyklista z klubu Nocne Wilki. Nocne Wilki są jednym z wielu klubów motocyklowych w Rosji. Okrzyknięto ich gangiem Putina, bo były fotografie prezesa klubu Załdostanowa z prezydentem Rosji, i to było wygodne prowokatorom poprzebieranym za dziennikarzy. 


Paradoksalnie, z tej całej sytuacji wyszło coś pozytywnego – o Rajdzie Katyńskim zrobiło się bardzo głośno. Ja sama, kiedy towarzyszyłam tegorocznej motocyklowej wyprawie, na własne oczy przekonałam się jak wiele dobrego robicie, nie tylko dla podtrzymywania więzi z Polakami ze Wschodu, ale także dla relacji międzynarodowych. Po prostu naprawiacie to, co psują politycy i tzw. „dziennikarze”. Czy na fali rosnącej popularności oraz pozytywnego odbioru za wschodnią granicą planujecie rozwinąć Wasze działania?
 

- Za naszą wschodnią granicą żyją setki tysięcy, a może miliony Polaków. Są na Kresach Rzeczypospolitej, są w Tobolsku, w Kazachstanie, na Kołymie. Pozostawieni sami sobie. Pieniądze, którymi dysponowała Wspólnota Polska, przejęło Ministerstwo Spraw Zagranicznych i używa ich do korumpowania polskich organizacji na zachodzie. Widziałem listę beneficjentów ministerstwa sprzed kilku lat. Jest tam Związek Narodowy Polski – najbogatsza polska organizacja na świecie z Chicago, klub myśliwski z Chicago. Odebrano dotacje Polskiemu Radiu we Lwowie. 

Chcemy założyć Fundację Rajdu Katyńskiego, która gromadziłaby fundusze dla Polaków na Wschodzie. Chcemy wesprzeć Harcerstwo Polskie na Kresach, może choć kilka stypendiów. 

Dziękuję za rozmowę

Wywiad ukazał się w tygodniku Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2015)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz