środa, 21 października 2015

Polska pomoże odbudować Syrię?

Czy Polska, która sama nie uporała się jeszcze ze zmorą transformacji może okazać się atrakcyjna dla zniszczonej przez terrorystów Syrii? Wszystko wskazuje na to, że Syryjczycy są zainteresowani współpracą właśnie z Polakami. Doceniają nie tylko nasze doświadczenie w podnoszeniu się z gruzów, ale nade wszystko obdarzają nas większym zaufaniem i sympatią niż Francuzów, Anglików czy Amerykanów. Powód? Nie mamy kolonialnej przeszłości, a w obliczu trwającego na Bliskim Wschodzie konfliktu zachowujemy stonowane stanowisko.

O tym, jaka oferta czeka na Polaków dowiemy się 22 października, podczas specjalnej konferencji prasowej w siedzibie Ambasady Syrii w Warszawie. Okazją do spotkania z dziennikarzami jest wizyta syryjskiej delegacji, która przyjeżdża do Polski na zaproszenie Krajowej Izby Gospodarczej. Na kilkunastoosobowej liście gości znajdują się m.in. dyrektor generalny Syryjskiej Agencji Inwestycyjnej, dyrektor Planowania Inwestycji w Syryjskiej Agencji Inwestycyjnej, dyrektor Biura Dyrektora Generalnego Syryjskiej Agencji ‎Inwestycyjnej, dyrektor Organizacji ds. Promocji Eksportu Syryjskiego, Prezes Izby Przemysłowej dla miasta i prowincji Damaszek, czy wiceprezes Izby Handlowej.

Znaczące kroki w celu zbliżenia naszych krajów zostały poczynione jeszcze w ubiegłym roku, kiedy obie strony zaczęły wymieniać się biznesowymi delegacjami. Dr Idris Mayya, chargé d’affaires ambasady Syrii w Warszawie zachęcając do inwestowania w jego kraju, już wtedy zapowiedział, że od strony ekonomicznej rynek syryjski ma wiele do zaoferowania. Przyznał jednak, że na obecną chwilę Syria posiada duże zapotrzebowania, stąd niezbędna także pomoc w jej odbudowie. - Grupy terrorystyczne zniszczyły wiele syryjskich zakładów i fabryk. Niektóre z nich zostały rozebrane, przewiezione i sprzedane np. do Turcji. Taka sytuacja miała miejsce w mieście Aleppo, które było stolicą ekonomiczną w Syrii – potwierdził w ubiegłym roku dr Mayya. Od tamtego czasu sytuacja niewiele się zmieniła, a Syryjczycy najbardziej potrzebują współpracy z branżą farmaceutyczną, budowlaną i spożywczą.
Nie zmarnować szansy
Nikt przy trzeźwym spojrzeniu nie powinien mieć wątpliwości, kto tak naprawdę stoi za wznieceniem działań wojennych w Syrii i innych krajach Bliskiego Wschodu. Zimne rozgrywki Zachodu – zachłannego na ropę, gaz ziemny i wpływy w regionie – przerodziły się w gorący konflikt pod szyldem mylącej nazwy „Państwo Islamskie”. Diabelski plan pokrzyżowały rosyjskie samoloty, które zaczęły zrzucać bomby na siedziby dżihadystów.
W obliczu trwającej wojny, Polska – pomimo oficjalnych sojuszy z krajami Zachodu – okazała się nie angażować w żadną ze stron. I właśnie dlatego w oczach samych Syryjczyków wzbudzamy zaufanie i nadzieję na lepsze jutro. Warto podkreślić, że Polacy i Syryjczycy na kartach wspólnej historii nie mają żadnych wrogich incydentów, a sami Polacy są bardzo lubiani w państwach arabskich. To wielka szansa dla naszego kraju. Szczególnie, że dotychczasowe sojusze z NATO okazały się nie przynieść Polsce znaczących korzyści – wystarczy wspomnieć zaangażowanie naszych sił wojskowych w Iraku czy w Afganistanie. Daliśmy się wykorzystać, nic w zamian nie otrzymując.
Tym razem sytuacja jest o tyle ciekawa, że w konflikt w Syrii nasza strona się nie zaangażowała, ale może uzyskać znaczne profity, które oferują sami Syryjczycy. Mamy więc do czynienia z pewnym paradoksem – ktoś inny odpala wojnę, licząc na dostęp do ropy, gazu ziemnego i wpływy w regionie – a tymczasem, to właśnie stojącej z boku Polsce proponuje się wejście na Bliski Wchód. I to bez udziału jednego żołnierza.
Agnieszka Piwar
Tekst ukazał się w tygodniku Myśl Polska nr 43-44 (25.10-1.11.2015)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz