czwartek, 3 października 2013

Władze III RP na usługach postbanderowców?

Nadgorliwość „naszych” władz w realizacji polityki globalnej powoduje, że zamazują one bądź wręcz fałszują prawdę historyczną na temat banderowskiego ludobójstwa – uważa Jan Niewiński, komendant Placówki Armii Krajowej i jedyny żyjący komendant Samoobrony wsi Rybcza w powiecie Krzemienieckim na Wołyniu. Z Przewodniczącym Kresowego Ruchu Patriotycznego, Wiceprzewodniczącym Społecznego Komitetu Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa rozmawia Agnieszka Piwar.




Agnieszka Piwar: W tym roku minęła 70. rocznica apogeum ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach polskich na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II RP. Jak to możliwe, że społeczeństwo polskie, w tym prawnicy IPN – zgodnie z prawdą historyczną – określili tę okrutną zbrodnię jako ludobójstwo, a nasi politycy nie mieli tyle woli i nazwali tę zbrodnię potworkiem językowym - „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”? 



Jan Niewiński: Tak rzeczywiście to potworek językowy, a jednocześnie zniekształcający prawdę. „Dorobiliśmy się” w ostatnim 20-leciu polityków o znamionach polskości. Wracając do istoty pytania. Dzięki wieloletniej, niezłomnej postawie Kresowian oraz wsparciu kombatantów, patriotycznych ugrupowań i działaczy społecznych centralne uroczystości upamiętniające rocznicę były narodowym hołdem dla ponad 200 tys. Ofiar tej zbrodni. Stanowiły one również manifestację protestu przeciwko zmowie milczenia, zamazywania i fałszowania historii. Obłędna polityka wschodnia władz niby niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej, sprawiła, że naczelne struktury organów państwowych przeciwdziałały przywróceniu pamięci o tragedii Kresów Wschodnich II RP. Politycy ukształtowani według fałszywej doktryny Jerzego Giedroycia (przyjaciela Dmytra Doncowa), pod przemożnych wpływem sił postbanderowkich, traktowały interesy Ukrainy Zachodniej nadrzędnie do interesów polskich. Wziąwszy również pod uwagę, że władze w Polsce zdominowały – za naszym przyzwoleniem – nieprzyjazne nam mniejszości narodowe, ziejące antypolonizmem, powstał niekorzystny klimat dla przywrócenia prawdy historycznej i pamięci Ofiar ludobójstwa. Działalność sił postbanderowskich na Zachodniej Ukrainie, wypowiedzi publiczne i działania prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz ministrów – Radosława Sikorskiego, Bartłomieja Sienkiewicza, Tomasza Nałęcza czy Andrzeja Kunerta, jak również postawa marszałków Sejmu i Senatu dobitnie świadczą o ich antypolskim nastawieniu. 

Jak to w ogóle możliwe, że polskie władze tak mocno stoją po stronie tych, którzy mordowali naszych obywateli, zamiast opowiedzieć się po stronie skrzywdzonych Rodaków?


Nadgorliwość „naszych” władz w realizacji polityki globalnej powoduje, że zamazują one bądź wręcz fałszują prawdę historyczną na temat tej zbrodni. Wielu polityków prezentuje nadmierną troskę o tzw. „wrażliwość Ukraińców” - tymczasem nie chodzi im o naród ukraiński lecz o pogrobowców Bandery. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że z rąk banderowców zginęło także kilkadziesiąt tysięcy Ukraińców. Wystarczy wspomnieć, że dowódca UPA Roman Szuchewycz (ps. Taras Czuprynka) krytykowany za zbyt dużą liczbę ofiar ukraińskich powiedział: Jeśli trzeba będzie zlikwidować nawet połowę Ukraińców, to ta druga połowa będzie czysta jak szklanka źródlanej wody. Szczególnie bestialskim był przymus – pod groźbą męczeńskiej śmierci – mordowania strony polskiej w rodzinach mieszanych (mąż Ukrainiec musiał własnoręcznie zamordować żonę Polkę i córkę, a syn dziedziczący po ojcu narodowość i wyznanie – własną matkę i siostrę). Postępowanie władz w Polsce od czasów transformacji ustrojowej, wynika z tego, że od przeszło 20 lat do naczelnych organów państwa, przy poparciu handlarzy holocaustem, przeniknęła duża ilość pogrobowców Bandery. To właśnie oni przyczynili się do ukształtowania opinii wśród znacznej części polityków, czego owocem jest m.in. unikanie nazwania przez „polski” parlament najokrutniejszej w naszych czasach zbrodni – ludobójstwem.


Najokrutniejszej?


W pierwszej połowie XX wieku Europa przeżyła trzy totalitaryzmy: hitlerowski, stalinowski i banderowsko-melynkowski. Najokrutniejsze z wszystkich było właśnie ludobójstwo dokonane przez ukraińskich szowinistów. Obozy hitlerowskie i stalinowskie część osób przeżyło, a kto się dostał w ręce OUN-UPA nie tylko nie miał szans na przeżycie, ale ginął w niewyobrażalnych męczarniach, gdyż stosowano wymyśle tortury, aby Ofiara cierpiała jak najdłużej. Niemcy potępiły hitleryzm, Rosjanie potępili stalinizm. Tylko władze Ukrainy nie potępiły ludobójstwa i zbrodni wojennych, dokonanych rękami OUN-UPA. Co gorsza, polscy politycy nie chcą tego ludobójstwa nazwać po imieniu, potępić oprawców i godnie upamiętnić Ofiary. Szczególnie bulwersującą sprawą jest utrudnianie przez władze wzniesienie w stolicy pomnika wszystkich Ofiar tego ludobójstwa, autorstwa prof. Mariana Koniecznego.

Na czym polega ten sprzeciw?

Przede wszystkim warto zaznaczyć, że pomnik którego postawienie zainicjował Kresowy Ruch Patriotyczny ma upamiętnić wszystkie Ofiary. Wszystkie, to znaczy nie tylko te, które z rąk banderowców poniosły męczeńską śmierć na Wołyniu, ale także w pozostałych pięciu województwach Kresów Południowo-Wschodnich II RP. Wszystkie, oznacza również, że pomnik ten ma upamiętnić nie tylko Polaków, ale Ofiary innych narodowości z Ukraińcami włącznie. Sprzeciw władz w tej sprawie polega na tym, że wymigują się one od akceptacji projektu i zajęcia wyraźnego stanowiska, co w konsekwencji utrudnia zbiórkę pieniędzy. Tymczasem Kresowian nie stać na sfinansowanie pomnika, w ogromnej większości to ludzie ubodzy. Natomiast ci, co posiadają pieniądze i mogliby pokryć koszty pomnika, albo wykazują obojętność wobec sprawy, albo po prostu boją się finansować pomnik, który nie podoba się władzom. Nawet jeśli po cichu podzielają nasze poglądy. 

Wychodzi więc na to, ze o godne upamiętnienie Ofiar, którego jednym z elementów ma być wzniesienie pomnika dbają jedynie środowiska społeczne. Natomiast władze, nie tylko się tym nie interesują ale wręcz utrudniają...


Niestety tak! Dlatego apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli, którym nie jest obojętna pamięć o Ofiarach tej okrutnej zbrodni, o wsparcie działań Komitetu Budowy Pomnika, choćby najskromniejszym, przysłowiowym „wdowim groszem”, bo każda złotówka wpłacona na ten szlachetny cel przybliża jego realizację. Apelujemy także do tych, którzy nie muszą się bać polskich władz, aby pomogli w tym patriotycznym przedsięwzięciu. Mamy w Polsce pomniki upamiętniające niemieckie ludobójstwo, sowieckie ludobójstwo, natomiast 200 tysiącom naszych Rodaków pomordowanych przez OUN-UPA odmawia się takiego upamiętnienia. 

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się na: 






oraz w tygodniku "Polska Niepodległa"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz