sobota, 9 listopada 2013

Kilka słów o moim Dziadku...

altNa jednym z warszawskich cmentarzy spoczął wczoraj mój śp. Dziadek, Syn Ziemi Żywieckiej - Józef Karol Nowak. Pan powołał Go do Wiecznej Jerozolimy w Uroczystość Wszystkich Świętych. Odszedł Człowiek skromny, pokornego i wielkiego serca, nieposkromionego temperamentu. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że o Wielkiej Polsce stanowią życiorysy właśnie takich Osób, jak mojego Dziadka.


altUrodził się 3 marca 1920 r. w Bystrej koło Żywca. Wychowany w drewnianej chałupie na górze Grojec. Od dziecka zakochany w folklorze swojego regionu. Któregoś dnia do domu zapukał pewien Profesor. Poprosił gospodynię o kubek mleka. Wnet dostrzegł siedzącego pod stołem kilkuletniego Józefa, który z fascynacją czytał jakąś książkę. Na dalszą edukację nie było jednak pieniędzy. Profesor zapłacił więc za mleko taką kwotę, by chłopiec mógł podjąć naukę w żywieckim gimnazjum. W ten sposób, przed moim Dziadkiem otworzyły się drzwi do 'wielkiego świata'.

Jako uczeń okazuje się niezwykle zdolny. Dorabia udzielając korepetycji. Zwraca na siebie uwagę miejscowych profesorów i działaczy. Angażuje się w działalność społeczną i narodową. Jego przewodnikami zostają: wielki narodowiec Edward Zajączek i ks. Stanisław Słonka. Swojemu podopiecznemu na zawsze zaszczepiają Miłość do Ojczyzny.

altDostrzegając zdolności młodego Józefa prof. Roman Stopa, badacz języków afrykańskich, proponuje mu wyjazd na Czarny Kontynent w roli asystenta. Propozycję otrzymuje również harcerka Stefania. Plany wyjazdowe przerywa wojna. Józef i Stefania jednak w końcu się poznają, ale kilka lat później, tym razem w stalinowskim więzieniu. Oboje trafiają tam za działalność w Armii Krajowej. Po wyjściu na wolność zostają małżeństwem. Przeżyli razem przeszło 62 lata, wychowali pięcioro dzieci, doczekali się siedemnaścioro wnucząt i ośmioro prawnuków.

altMój Dziadek nigdy nie zabiegał o splendory, choć swoją biografią mógłby obdzielić wielu, spośród pretendujących do miana elity. Wydawał książki pisane góralszczyzną, w tym Słownik gwary górali żywieckich. Z sukcesem udzielał się w licznych Kołach i Stowarzyszeniach. Prowadził kroniki i archiwa. Współtworzył prężnie działający ruch oporu na Podbeskidziu, za co na kilka lat trafił do obozów hitlerowskich. Po wojnie kontynuował przerwane we Lwowie studia, tym razem na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Ponownie zaangażował się w działalność podziemną, co skończyło się aresztowaniem, przesłuchaniami i więzieniem. Po wyjściu na wolność założył rodzinę. Mimo piętna 'wroga ludu' udało mu się zaocznie skończyć studia. Trudne czasy nie pozbawiły go determinacji. Ciężką pracą i nauką doszedł do momentu, w którym powierzono mu budowę zakładu INCO w Pyskowicach na Śląsku. Kolejne ćwierć wieku był jego dyrektorem. Potem - jak mawiał - dostał „kopniaka do Warszawy”. Na krótko związał się z Departamentem Produkcji i Wyposażenia, którego został dyrektorem. W roku 1989 został powołany do współorganizowania Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę. Z inspiracji społecznej potrzeby zadośćuczynienia ofiarom wojny był wieloletnim dyrektorem biura tego stowarzyszenia i sekretarzem zarządu głównego, wiceprzewodniczącym ds. weryfikacji i gromadzenia dokumentacji historycznej. Ostatnie 30 lat, to bardzo ważna dla Dziadka Droga Neokatechumenalna; powrót do największej pasji – pisania gwarą góralską i wreszcie wychowanie licznych wnucząt. W ostatnich kilku latach Jego życia miałam też wielkie szczęście mieszkać z Nim pod jednym dachem.

Dziadek nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha, ale wiem to na pewno, że nie miał do mnie innego uczucia jak Miłość. Z pozoru mogło się zdawać, że to typowy stary góral, o dyktatorskim sposobie bycia – w końcu większość swojego zawodowego życia był dyrektorem. Tymczasem, pisywał pełne wrażliwości wiersze i wspomnienia. Kiedy na linii pojawiał się ktoś taki jak ja - o temperamencie równie mocnym co Dziadka, kłótniom nie było końca. Ale jakie to były kłótnie? Nigdy nie kończyły się wzajemnym obrażeniem, a do następnego zdania, przy zmianie tematu przechodziło się jak gdyby nigdy nic, zaś krzyki, które brzmiały pięć minut wcześniej odchodziły w niepamięć.

altDziadek chyba nigdy mnie nie pochwalił. Z pośpiechem pokazywałam mu swoje kolejne publikacje, prace czy reportaże. W końcu, chciałam się przed Dziadkiem popisać. W najlepszym wypadku powiedział „od biedy może być”. Na ogół jednak, kończyło się skwitowaniem: „Tylko głupoty w głowie. Jakaś polityka, filozofia, a na Grojcu nie ma komu krów paść”. I choć wiele razy słyszałam od Niego, że zamiast studiowaniem, czy dziennikarstwem powinnam zająć się „pasaniem krów”, nigdy, ani przez ułamek sekundy nie poczułam, aby Dziadek nie był ze mnie dumny. Zawsze byłam pewna, że On we mnie wierzy i trzyma moją stronę, nawet jeśli po drodze popełniam masę błędów. Jakim więc językiem porozumiewałam się z Nim? Nie powiedział mi, że mnie kocha - a jestem pewna jego Miłości. Nie pochwalił, a wręcz skarcił - a wiem, że był ze mnie dumny. Nigdy też nie oczekiwał z mojej strony manifestowania wdzięczności, za to, co od Niego dostałam – bo On i tak wiedział, że jestem wdzięczna...

altDziadek uwielbiał politykować. Oczywiście, Jego zdaniem w Sejmie same 'głuptoki', ale nigdy personalnie nie wyraził się z pogardą o żadnym polityku czy działaczu. Nikogo nie obgadywał. Nigdy nie słyszałam, aby przeklął – w chwilach zdenerwowania używał zwrotu 'krótki szpic'. Nigdy nie mówił z nienawiścią o swoich oprawcach, choć po pięciu latach spędzonych w obozach i kolejnych pięciu w więzieniach mogłoby się tego uzbierać. Przeżył hitlerowską okupację, stalinowski reżim, czasy PRL-u i lata współczesne, które dla starego, a w ostatnim czasie mocno schorowanego człowieka mogły być równie ciężkie. Nigdy nie narzekał na swój los. Wdzięczny Bogu za liczną rodzinę i przyjaciół z pokorą i godnością dożył sędziwego wieku.

alt
Dziadek doskonale orientował się w otaczającej nas rzeczywistości społeczno-politycznej. Celnie przewidywał. Nie raz studził mój entuzjazm, czy fascynację jakąś inicjatywą, mówiąc: zobaczysz, wyjdzie na moje. I wychodziło. Zawsze. Choć wiele razy się myliłam, to wiem, że Dziadek wierzył, iż w końcu zmądrzeję. I jeśli Bóg da, będę miała na to wiele lat. W końcu przede mną jeszcze całe życie. Życie, do którego Stary Góral przygotował mnie lepiej, niż najlepsze uniwersytety. 

W spadku po Dziadku dostałam różaniec, na którym modlił się codziennie przed snem oraz zeszyt, w którym opisał czasy swojej młodości, kiedy rozpoczynał na Podbeskidziu narodową działalność dla Wielkiej Polski Katolickiej.

Cześć Jego Pamięci!
Agnieszka Piwar, wnuczka
fot. archiwum domowe

...Nie sposób bowiem umysłem ogarnąć planów Boskiego Dzieła Stworzenia i Dzieła Zbawienia. Czyż mogłem i swoje życie przewidzieć, albo zaplanować? Wszystko bowiem, co działo się i dzieje ciągle w moim życiu, nie było skutkiem planów moich rodziców, ani wychowawców, ani moich ambicji i uporczywych dążeń. Wręcz przeciwnie, działo się na przekór naciskom różnych protektorów i środowiska. Gdybym był godny tej pokory, do której ciągle przywołuje mnie Pan Bóg, mógłbym rzec, tak jak kiedyś wyraził się, niezapomniany, spotkany na drodze życia ks. prof. Włodzimierz Sedlak w swojej „celi” na Górze Św. Katarzyny w Górach Świętokrzyskich: „Oto Ty Panie, który dałeś mi życie i wiesz, co może mnie spotkać, martw się o termin, w którym moje życie doczesne zgaśnie, bo taka będzie Twoja wola, aby je zabrać...”.”

Józef Karol Nowak
Curriculum vitae” 2002 r.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz